Pasierbiecka Góra i wieża widokowa na Kamionnej z Pasierbca

niedziela, października 26, 2025

Pasierbiecka Góra i wieża widokowa na Kamionnej z Pasierbca



Cześć! 
Od samego początku prowadzenia tego bloga przyświeca mi jeden główny cel: chcę pokazywać innym, że Beskid Wyspowy (a w przyszłości może i inne pasma, kto wie?!) jest przyjazny dla dosłownie każdego. Odpowiedni dobór trasy potrafi zdziałać cuda, trzeba tylko poświęcić nieco dłuższą chwilę nad porządniejszą mapą albo relacjami innych miłośników górskiego szaleństwa. Ten wpis będzie tego doskonałym przykładem.




Korzystając z ostatnich ciepłych, wrześniowych dni zaproponowałem zaprzyjaźnionej sąsiadce szybki wypad na któryś z wyspowych szlaków. Po dłuższych namysłach padła zgoda, więc ja, cały w skowronkach, zacząłem obmyślać plan przyszłej wędrówki. Uwielbiam pokazywać swoim bliskim, przyjaciołom i dobrym znajomym uroki Beskidu Wyspowego i tym samym tłumaczyć moje ogromne zamiłowanie do tegoż pasma. Pamiętając o problemach z kręgosłupem towarzyszki podróży i ostatecznie dość krótkim popołudniu nie chciałem rzucać się z motyką na słońce, i naprędce nabijać jakiejś dużej liczby kilometrów. Komfort fizyczny, psychiczny, brak pośpiechu i łaskawy harmonogram pozwalają przeżyć najfajniejsze wyprawy. Z całym tym bagażem przemyśleń ruszyliśmy w kierunku Pasierbca, by stamtąd zdobyć Pasierbiecką Górę i Kamionną...


Pasierbiec wita nas przyjemną, późnoletnią aurą pełną słońca i błękitnego nieba. Samochód zatrzymujemy nieopodal boiska piłkarskiego.

Współrzędne postoju: 49.767945, 20.378718 (na Google Maps można wpisać hasło: "Siłownia plenerowa w Pasierbcu")

W samym Pasierbcu warto zatrzymać się na nieco dłużej, a to za sprawą sanktuarium MB Pocieszenia. Kult maryjny w tej niewielkiej wsi trwa już ponad 200 lat i po dziś dzień przyciąga rzesze wiernych oraz turystów. Spacer maryjnymi dróżkami, trasą drogi krzyżowej oraz wizyta w kościele z ubiegłego stulecia w którego wnętrzu znajduje się łaskami słynący obraz Matki Boskiej może być niezwykle ciekawym dopełnieniem kolejnej beskidzkiej eskapady.

Przy parkingu znajdujemy niewielki drogowskaz z informacją o naszym głównym celu. Za półtorej godziny powinniśmy pokonać około 300 metrów przewyższenia i z wieży widokowej na Kamionnej podziwiać zapierające dech w piersiach panoramy.

Na grzbiet wyprowadza nas szlak żółty oraz Główny Szlak Beskidu Wyspowego (GSBW). Pogoda sprzyja, a każdy pokonany metr dodaje wiatru w żagle.

Pierwsza część wędrówki, czyli dojście na grzbiet Pasierbieckiej Góry oraz Kamionnej, prowadzi wąską i dość stromą asfaltową drogą. Dla jednych zbawienie, dla drugich utrapienie, ale cóż poradzić... i tak idzie się nieźle zmachać. Wrześniowa ściółka leśna przy szlaku nie zawodzi i daje nam w prezencie maleńkiego prawdziwka. Przyjmujemy ten skromny podarek z nieskrywaną radością!

Po dobrych kilkunastu minutach wychodzimy z lasu, a za naszymi plecami wyrastają pierwsze wspanialsze obrazy. W kierunku południowo-zachodnim można dostrzec kopuły Paproci, Łopienia, czy Mogielicy...

...patrząc się zaś na południowy wschód wybijają się zarysy Pasma Łososińskiego oraz wschodnich rubieży Beskidu Wyspowego. A to dopiero przedsmak tego co czeka nas po zdobyciu Kamionnej!

W obserwacjach dzielnie pomaga nam stadko kóz. W Beskidzie Wyspowym zawsze kipi sielskością i anielskością!

Wdrapanie się na grzbiet nie zajmuje nam długo. Zostawiamy asfalt w tyle i kontynuujemy wędrówkę już w iście beskidzkim stylu.

W tamtym miejscu dołącza do nas również szlak koloru niebieskiego wiodący z Tymbarka i Kisielówki w kierunku Rozdziela i Pasma Łopuszy.

Przejście grzbietem nie stanowi żadnego kłopotu. Delikatnie falujący teren nie pozwala nam zapomnieć o tym, że jesteśmy na beskidzkim trakcie, ale także nie wyzwala przyspieszonego tętna, czy nadprogramowych kropli potu. W miejscu odejścia szlaku zielonego do wsi Kamionna natrafiamy na tabliczkę znaczącą wierzchołek Pasierbieckiej Góry, jednej z bohaterek odznaki "102 wyspy". Ta lokalizacja mija się nieco z prawdą, bowiem ów wierzchołek znajduje się około pół kilometra na zachód, nieopodal miejsca w którym zbiegają się szlaki żółty i niebieski. Sama rozbieżność wynika najprawdopodobniej z obecności prywatnego kamieniołomu przy najwyższym punkcie wyspy. Mimo tego małego zamieszania warto pod słupek podejść i zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie.

Przy wejściu do rezerwatu przyrody na Kamionnej szlak niebieski i żółty odbijają w lewo...

...a my kontynuujemy przejście fragmentem Beskidzkiej Drogi św. Jakuba. Do niedawna ta kamienista ścieżka stanowiła także tor dla wyżej już wspomnianych szlaków żółtego i niebieskiego, ale w ubiegłym roku zmodyfikowano ich przebieg, i teraz omijają one wierzchołek Kamionnej od północy. Powód? Obecność terenów prywatnych, które najwyraźniej kłóciły się z ideą beskidzkich wędrówek. Co ciekawe, w Beskidzie Wyspowym na problem tej natury można natrafić niejednokrotnie...

W końcu docieramy na podszczytową polankę na Kamionnej. Z jeszcze pełnych zieleni koron drzew nieśmiało wyrasta 29-metrowa wieża widokowa, otwarta w 2023 roku. Inwestycja na styku czterech gmin: Trzciana, Żegocina, Laskowa oraz Limanowa okazała się strzałem w dziesiątkę i od tamtej pory góra cieszy się sporą popularnością.

Pod wieżą dostrzegamy kolejną charakterystyczną tabliczkę szczytową. Tym razem stoi ona we właściwym miejscu! Pod oznaczeniem szczytu wisi niewielka budka z pieczątką w środku. Ja swoją wbiłem do jednego z przewodników po Beskidzie Wyspowym, który akurat miałem w plecaku.

Pieczątka pieczątką, ale przecież czekają na nas wspaniałe panoramy z najwyższego piętra wieży widokowej! Błękit nieba zdążył się już schować za popielą obłoków, ale i tak doświadczyliśmy fenomenalnego spektaklu.

Na pierwszy plan wysuwają się oczywiście charakterystyczne kształty innych wysp: Cietnia, Śnieżnicy, Ćwilina, czy Lubogoszczy...

W oddali migają gorczańskie i sądeckie szczyty, a przy dobrej widoczności bez problemu można zauważyć Tatry!

To mój drugi raz na Kamionnej i na pewno nie ostatni! Takie nagrody zachęcają do rychłych powrotów...

Po dłuższej chwili spędzonej na wieży widokowej szykujemy się do drogi powrotnej. Z wierzchołka Kamionnej schodzimy kontynuując przejście szlakiem św. Jakuba. Po kilku minutach docieramy pod szlaban przy którym skręcamy w lewo.

Po odbiciu przy szlabanie mijamy z lewej strony górną stację kolejki należącą do kompleksu narciarskiego Laskowa-Ski. Chwilę później docieramy na widoczne powyżej skrzyżowanie i tam trzymamy się środkowej drogi. Na którymś z pierwszych drzew dostrzegamy żółto-niebieskie oznaczenia szlaku.

Takim sposobem robimy niewielką pętelkę wokół wierzchołka Kamionnej. Odcinek ten prowadzi nieco pod górę, więc dość niespodziewanie natrafiamy na jeszcze jedną okazję do spalenia kilku kalorii ;)

Wędrując grzbietem Pasierbieckiej Góry oraz Kamionnej największą uwagę poświęcam datom wyrytym na tamtejszych pniach. Większość z nich pochodzi z przełomu lat 80. i 90. ubiegłego wieku i, jak doskonale widać, żyją rytmem wyspowej buczyny. Turystyka z dawnych lat, pozbawiona luksusów i osiągnięć dynamicznie rozwijającej się cywilizacji, interesuje mnie odkąd pamiętam. Widzę w niej większą wolność, oddanie się temu co tu i teraz, ale i solidniejszą porcję wyzwań z którymi w XXI wieku nie musimy się mierzyć na taką skalę. Te daty pobudziły moją wyobraźnię do granic możliwości, a myśli krążyły tylko wokół pytań kto, skąd i gdzie wędrował tamtejszymi szlakami...

Po kilku krótkich podejściach wracamy pod skrzyżowanie z drogą św. Jakuba i od tamtej pory wracamy do Pasierbca tą samą trasą. Zejście mija szybko i przyjemnie, a do auta docieramy wraz z zachodem słońca. Ach, ależ ja będę tęsknić za takimi dniami! Wiosno, lecie... wracajcie jak najszybciej!


Wejście na Pasierbiecką Górę oraz Kamionną z Pasierbca okazało się kolejnym świetnym pomysłem na aktywne spędzenie niedzielnego popołudnia. Za te niedługie, ale całkiem intensywne trasy mógłbym wracać w Beskid Wyspowy bez końca...




Pozdrawiam i do napisania ;)

Wieża widokowa na Polczakówce (Królewska Góra) i Grzebień z Rabki-Zdrój

piątek, października 17, 2025

Wieża widokowa na Polczakówce (Królewska Góra) i Grzebień z Rabki-Zdrój



Cześć! 
Pierwsze jesienne, słotne dni natychmiastowo wywołują w mojej głowie tęsknoty za błękitem nieba, dwudziestkami i trzydziestkami na termometrach, soczystą zielenią drzew i każdym innym darem letniej natury. W takich okolicznościach najlepiej smakowały, jak nietrudno się domyślić po tytule bloga, beskidzkie wędrówki. Po zdobyciu Korony Beskidu Wyspowego w sierpniu i ostatecznym przypieczętowaniu mojej przyjaźni z tym pasmem górskim w głowie zaświtała myśl, by czym prędzej przerzucić atencję na drugą z wyspowych odznak, na "102 wyspy". I tak też się stało...




Trzecia sobota września, która w kalendarzu znaczy samą końcówkę lata, od świtu kusiła przepiękną pogodą oraz świetną przejrzystością powietrza. W takim momencie roku grzechem byłoby nie wykorzystać takich warunków, więc czym prędzej spakowałem do plecaka najistotniejsze rzeczy i ruszyłem do Krakowa, by stamtąd złapać autobus do Rabki-Zdrój. Cel? Polczakówka, zwana też Królewską Górą, oraz Grzebień. Te dwie niewysokie góry leżące na granicy Beskidu Wyspowego oraz Gorców, są idealnym celem dla niedługiej, niezbyt męczącej, ale całkiem satysfakcjonującej włóczęgi. Zaraz sami przekonacie się dlaczego! 


Wędrówkę w kierunku Polczakówki oraz Grzebienia rozpoczynam na dworcu autobusowym w Rabce-Zdrój, na którym busów z Krakowa nie brakuje nawet weekendową porą. Początkowo kieruję się ulicą Jana Pawła II w kierunku wschodnim.

Przy zejściu ulic Jana Pawła II, Poniatowskiego oraz Słonecznej odnajduję tabliczkę (widoczną na powyższym zdjęciu) z oznaczeniami niebieskiego szlaku wiodącego w kierunku Przełęczy pod Grzebieniem, a potem Rabki-Zaryte i Lubonia Wielkiego.

Skręcam zatem w ulicę Słoneczną i konsekwentnie podążam za niebieskimi oznaczeniami.

Po około 700 metrach przejścia pomiędzy zabudowaniami na ulicy Słonecznej szlak niebieski odbija w prawo. Warto wypatrywać tego oznaczenia, bowiem łatwo o jego przeoczenie.

Wraz z końcem ulicy Słonecznej asfalt ustępuje miejsca szerokiej, szutrowej drodze, a domy i zagrodzone zewsząd podwórka Rabki-Zdrój nikną na rzecz jeszcze prawdziwie letniej przyrody.

Na widocznym powyżej skrzyżowaniu skręcam w lewo. W tle widzę zalesiony fragment zbocza Grzebienia na którego wierzchołek wdrapię się w drodze powrotnej.

Oglądając się za siebie dostrzegam pierwsze piękniejsze krajobrazy z królową Beskidów, czyli oczywiście Babią Górą, na czele.

Po niedługiej chwili docieram na przełęcz pod Grzebieniem. Nieopodal drewnianej bacówki droga wyraźnie zakręca na prawo w kierunku stoków Grzebienia. Chcąc jednak podejść w pierwszej kolejności na Polczakówkę, w tym właśnie miejscu idę cały czas prosto i wkraczam na słabo widoczną trawiastą ścieżynkę.

Pierwszy z celów wędrówki, Polczakówka, jest już niemal na wyciągnięcie ręki. Sielskie obrazki umilają czas i tworzą kolejne wspomnienia na długie lata...

Szlak z Rabki w kierunku Polczakówki, poza jednym wyjątkiem o którym pisałem wcześniej, jest naprawdę bardzo dobrze oznaczony. Przy kolejnym drogowskazie skręcam w lewo...

...w kolejną trawiastą ścieżkę, której bez odpowiednich oznaczeń szlaku ciężko byłoby zaufać ;)

Wąska dróżka wijąca się pomiędzy gigantycznymi gąszczami chwastów a stertami połamanych gałęzi na pierwszy rzut oka również nie wzbudza mojego zaufania. Nadrzewne, biało-niebieskie malowidła jednak jasno wskazują, że idę właściwym torem. 

Kilka minut później docieram na kolejną sporawą polankę, która doprowadzi mnie na wierzchołek Polczakówki.

Polczakówka, zwana także Królewską Górą, osiąga 588. metr nad poziomem morza i stanowi najbardziej wysunięty na północny zachód gorczański wierzchołek. Mimo dość pewnej przynależności do pasma Gorców, ten górujący nad Rabką-Zdrój szczyt wchodzi w skład wyspowej odznaki "102 wysp". Przyroda nie lubi stawiać sztywnych granic, a ich zacieranie nigdy nie zaszkodzi :)

Polczakówka jest częstym celem pieszych wędrówek ze względu na wieżę widokową stojącą przy jej wierzchołku. Ta ponad 25-metrowa drewniana konstrukcja od 2011 roku pozwala na ciekawe obserwacje pobliskich gór, wysp i pagórków.

Kolejny rzut oka w kierunku Babiej Góry...

Zza północnego horyzontu wyłania się gargantuiczna, ciemnozielona kopuła Lubonia Wielkiego, najwybitniejszej góry w Beskidzie Wyspowym.

Z wieży na Polczakówce widać także pobliski Grzebień, drugi cel mojej wrześniowej wyprawy.

Mimo tych całkiem przyjemnych widoków, wizyta na wieży widokowej na Polczakówce nieco mnie rozczarowuje. Sama konstrukcja nie jest najstabilniejsza, co zdecydowanie nie sprzyja osobom z lękiem wysokości. Z trafnością jej lokalizacji też mógłbym się kłócić, bowiem sąsiednie, wyższe góry niemal całkowicie zasłaniają krajobrazy w kierunku północnym i południowym. Po wejściu na Grzebień zrozumiecie o czym mówię! 
Po kilkuminutowej przerwie na Królewskiej Górze wracam tą samą drogą na przełęcz pod Grzebieniem. Przy wspomnianej już w tym wpisie bacówce skręcam w lewo, a tym samym schodzę z niebieskiego szlaku na nieoznakowaną ścieżkę.

Wejście na Grzebień nie jest już takie proste, łatwe i przyjemne jak w przypadku Polczakówki, chociaż i tak nie stanowi jakiejś wielkiej mordęgi. Trzeba po prostu wydusić z siebie kilka głębszych oddechów i wycisnąć więcej kropli potu.

Samo podejście to kwestia około 10-15 minut. Ścieżka wyprowadzająca na Grzebień raz wije się przez las porastający stoki góry, a raz biegnie skrajem polanek z coraz ładniejszymi widokami na horyzoncie.

I takim sposobem docieram na drugi z rabczańskich wierzchołków. Wyższy o prawie 100 metrów Grzebień zaraz mnie zaskoczy...

...fantastycznym obrazem spod pędzla samej Matki Natury. Gorczańskie esy-floresy i tatrzańskie, pełne powagi szpice wspaniale toną w ostatnich podrygach letniej aury. Nie spodziewałem się, że to właśnie na Grzebieniu, a nie na wieży widokowej na Polczakówce, moje oczy dostaną najwspanialsze tego dnia bodźce. Życie to jednak lubi zaskakiwać!

Wschodnimi, bezleśnymi stokami Grzebienia w kierunku Rabki-Zdrój prowadzi fragment czarnego szlaku im. Elfrydy Trybowskiej i Juliana Tolińskiego ze Mszany Dolnej, którym można wrócić zakreślając solidną pętelkę. Mi jednak tamtego popołudnia zależało na jak najszybszym powrocie pod dworzec autobusowy, więc zdecydowałem się na powrót tą samą drogą- najpierw na przełęcz pod Grzebieniem, a potem zejście niebieskim szlakiem do miasteczka.



Za takimi wędrówkami i obrazami będę jesienią i zimą tęsknić najbardziej. Oby wiosenno-letnia pora powróciła w nasze strony jak najszybciej się da!



Pozdrawiam i do napisania :)
Copyright © WYSPY BESKIDZKIEGO PRZYLĄDKA , Blogger