niedziela, czerwca 28, 2026

Łysa Góra i Miejska Góra z Przełęczy Molówka (Limanowa-Ski)

Łysa Góra i Miejska Góra z Przełęczy Molówka (Limanowa-Ski)

niedziela, czerwca 28, 2026

Łysa Góra i Miejska Góra z Przełęczy Molówka (Limanowa-Ski)

Cześć i czołem!

Chyba każdy przyzna mi rację, że wiosną i latem szczególnie kusi, by ruszyć na szlak albo w ogóle... ruszyć gdziekolwiek przed siebie i nacieszyć zmysły wszędobylskim pięknem natury. Możliwości zazwyczaj jest sporo: jedni żyją nieopodal mazurskiej Krainy Tysiąca Jezior, drudzy mają do dyspozycji rozległe, niezwykle malownicze i sielankowe równiny, ktoś byle kiedy wyskoczy na wyczerpujący spacer po bałtyckich plażach, a jeszcze inni, w tym ja, na wyciągnięcie ręki mają kolorowe plątaniny górskich szlaków. Majowe, czerwcowe i lipcowe dni trwają nawet po 17 godzin, więc będąc w odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie i organizując dobrze wolny czas długie wędrówki mogą stać się najcudniejszym elementem codzienności.

Po kilku trasach, które zdążyłem już na tym blogu opisać, raczej nikt nie ma problemu z odpowiedzią na pytanie o moje ukochane pasmo górskie. Beskid Wyspowy, jeśli ktoś jeszcze by nie wiedział, skradł moje podróżnicze serce już ponad 2 lata temu i absolutnie nie zanosi się na jakiekolwiek zmiany w tym temacie. Jednym z atutów szwendania się po beskidzkich wyspach (i też jedna z rzeczy, które naszą platoniczną przyjaźń ostatecznie przypieczętowało) jest stosunkowo niewielka odległość z południa Krakowa w którym pracuję oraz z Pogórza Wielickiego na którym mieszkam. Godzina, w porywach do półtorej, w zupełności wystarczają, by dotrzeć pod niemal wszystkie góry Beskidu Wyspowego. 

Podsumowując, w sprzyjających okolicznościach, które trafiają się nawet często, wiosenno-letnie popołudnia, czy to po pracy, czy to po obiedzie lub meczu tenisowym (wkrótce pojawi się na blogu i taka opowiastka), jestem w stanie spędzić na beskidzkich szlakach. I dzisiaj pierwsza z co najmniej kilku takich tras...




Każdy, kto chociaż raz wniknął w tkankę Beskidu Wyspowego, być może natknął się na miasto o całkiem uroczej nazwie: Limanowa. Pokonując główne arterie tej kilkunastotysięcznej stolicy powiatu, ciężko przegapić dwie, całkiem wysokie i wiecznie ciemnozielone kopuły górujące nad okolicą. Jedną z nich, tą z lewej, wieńczy duży krzyż, który może przywoływać na myśl tatrzański Giewont. Czy słusznie? Na to pytanie spróbujcie sobie odpowiedzieć w dalszej części wpisu...

Nazwy opisywanej pary kolejnych wyspowych bohaterek widzicie już dobrze w tytule postu oraz na środku pierwszego ze zdjęć. Łysa oraz Miejska Góra wchodzą w skład Pasma Łososińskiego, stanowiącego północno-wschodni kraniec Beskidu Wyspowego. Tamtejszymi zboczami biegną szlaki z Limanowej, Łososiny Górnej, Laskowej oraz Skrzętli-Rojówki, których zróżnicowana długość i intensywność pozwalają na planowanie całodziennych, jak i krótszych, ale naprawdę konkretnych tras (idealnych właśnie na takie popołudniowe szaleństwo).

Trochę się rozpisałem w tym wstępie, ale już trudno! W drogę!


Zdobywanie Łysej Góry oraz Miejskiej Góry zaczynamy na Molówce, a dokładniej na przełęczy oddzielającej wspomniane wierzchołki z pozostałą częścią Pasma Łososińskiego. Samochód zostawiamy przy sporej zatoce, będącej jedną z pozostałości po niegdyś prężnie działającej stacji narciarskiej, Limanowa-Ski. Od razu mówię, że tym razem niezmotoryzowani będą mieli kłopot z dostaniem się na to konkretne miejsce startu.

Współrzędne postoju: 49.723493, 20.457658


Na Miejską Górę (a potem także i na Łysą Górę) można wejść także niebieskim szlakiem od strony centrum Limanowej. Po opis tej trasy odsyłam na mojego drugiego bloga, gdzie opisałem wszystkie trasy w ramach Korony Beskidu Wyspowego.



Opuszczając parking kierujemy się szeroką ścieżką w kierunku zachodnim. Niemal od razu w oczy rzuca się bezdrzewny pas na północnym zboczu Łysej Góry, który do końca 2024 roku pełnił rolę głównej trasy zjazdowej stacji narciarskiej Limanowa-Ski. Coraz łagodniejsze i cieplejsze zimy, a co za tym idzie coraz wyższe koszty utrzymania inwestycji, doprowadziły do zamknięcia kompleksu. W ostatnich miesiącach zdemontowano tamtejsze wyciągi, a także kolej krzesełkową, więc na wielki powrót miłośników szusowania chyba nie ma już co liczyć...

Zdawać by się mogło, że po zamknięciu stacji narciarskiej na Łysej Górze dalszy żywot tego wspomnianego powyżej bezdrzewnego pasu straci jakikolwiek sens. Jak się jednak okazuje, nic bardziej mylnego! Zaraz przed wejściem do lasu opuszczamy wygodną, dobrze ubitą drogę, by zmierzyć się z "piekielnie trudnym wejściem" i ponoć tysiącem schodów prowadzących na wierzchołek pierwszego z dwóch celów wędrówki.

"Piekielnie trudne wejście" to nic innego jak wątpliwej jakości schody biegnące stromo nachylonym stokiem w kierunku wierzchołka Łysej Góry. Czy tych schodów jest faktycznie tysiąc? Na pierwszy rzut oka raczej nie. Mimo to, podejście potrafi wycisnąć z człowieka siódme poty, o czym przekonałem się na własnej skórze.

Co jakiś czas mijamy tabliczki, które w żartobliwy sposób dopingują tych wszystkich śmiałków. Ta widoczna na zdjęciu była jedną z grzeczniejszych w przekazie ;)

Wściekle łopoczące serce i wodospad potu na czole każą robić częste przerwy. Odwracając się dostrzegamy jasnozielone kształty Sarczyna (po lewej) oraz Sałasza Zachodniego (po prawej), ale też zauważamy stromiznę jaką już udało się nam pokonać!

Muszę stwierdzić, że pokonanie tych momentami powykrzywianych, powyłamywanych stopni było nie lada wyzwaniem. Pokiereszowane upływającym czasem wejście dało jasno do zrozumienia, że swoje lata młodości, swoje lata świetności ma już dawno, dawno, dawno za sobą. Ale nic, schody pokonane, idziemy dalej! Po wdrapaniu się na górny poziom dawnej stacji narciarskiej skręcamy w prawo i kierujemy się na leśną, słabo oznaczoną ścieżynkę za widocznym na zdjęciu blaszakiem.

Jakieś 100-200 metrów dalej docieramy pod tabliczkę znaczącą najwyższy punkt Łysej Góry. Wierzchołek ten znajduje się na liście odznaki "102 Wysp Beskidu Wyspowego", więc pamiętajcie zdobywcy o zeskanowaniu kodu QR i zrobieniu sobie wspólnego zdjęcia z ów tabliczką.

Po zrobieniu pamiątkowych zdjęć i chwili przerwy na śledzenie niezwykle wdzięcznie fruwającego pazia królowej kontynuujemy przejście w kierunku Miejskiej Góry. Z pomocą żółtych oznaczeń oraz ścieżki wijącej się stromo nachylonym zboczem (po opadach tamtejsze zejście może być wyjątkowo zdradzieckie ze względu na zalegające błoto!) schodzimy na przełęcz oddzielającą obie wyspy.

Po zejściu z Łysej Góry docieramy na jedno z co najmniej kilku skrzyżowań żółtego i niebieskiego szlaku.

Na ów skrzyżowaniu idziemy prosto, zgodnie z oznaczeniami żółtego szlaku.

Dojście na Miejską Górę to pikuś w porównaniu z figlami płatanymi przez nieco wyższą sąsiadkę. Spokojnym i pewnym tempem pokonujemy kolejne metry i zbliżamy się do drugiego celu. Ale, ale! Za łatwo też być nie może! Powalone drzewo tylko czeka na żądnych przygód turystów ;)

Żółte oznaczenia towarzyszą nam już do samego zdobycia Miejskiej Góry.

Po wejściu na nieco szerszą dróżkę mijamy ostatnią stację drogi krzyżowej, której trasa biegnie innym fragmentem żółtego szlaku, a konkretnie od ulicy Kasprowicza w Limanowej. Wchodząc na Miejską Górę od strony centrum miasta warto tamtędy się przejść i odkryć uroki pozostałych czternastu kapliczek...

Wyjście z lasu i widoczny na horyzoncie krzyż oznaczają jedno... Miejska Góra już tuż tuż!

Przerzedzenie lasu i genialny widok na calusieńką kopułę Kostrzy zwiastują same piękne rzeczy! Na przełomie wiosny oraz lata zieleń przybiera najwspanialsze odcienie, uwielbiam ten moment w roku!

Jak się okazało, nieopodal wierzchołka Miejskiej Góry kwitną... storczyki! W momencie, gdy łąki zamieniają się w wielobarwne, kwiatowe dywany, lubię kukać to tu, to tam i odszukiwać takie perełki. Nigdy wcześniej nie widziałem na żywo dziko rosnących storczyków i chyba nie muszę zbyt długo opowiadać o mojej ekscytacji związanej z takim ekstra znaleziskiem! Niby mała rzecz, a mnie cieszy do teraz! A co to za gatunek konkretnie? Niby obstawiam storczyka kukawkę lub storczyka męskiego, ale specjalistą w rozpoznawaniu tych kwiatów absolutnie nie jestem!

Z uśmiechem od ucha do ucha docieramy do drugiego celu popołudniowej włóczęgi. Wierzchołek Miejskiej Góry, zwanej także Chłopską, może się poszczycić obecnością wysokiego na 37 metrów Krzyża Jubileuszowego, który od niemal 30 lat stanowi jeden z najważniejszych symboli okolicy. Historia postawienia konstrukcji wiąże się z jubileuszem roku 2000, a więc z momentem wejścia ludzkości w nowe, trzecie tysiąclecie. Od tamtego czasu Miejską Górę nazywa się także "limanowskim Giewontem".

Podstawę krzyża tworzy niewielki taras widokowy, który pozwala pozachwycać się pięknem niemal całej Limanowszczyzny i dalej Beskidu Wyspowego. Przy dobrej widoczności można dostrzec także gorczańskie oraz, co najważniejsze, tatrzańskie szczyty! Chłonięcie tych beskidzkich impresji trochę zajmuje, ale tutaj wyjątkowo nie ma gdzie się spieszyć.

Po zejściu z tarasu widokowego siadamy na jednej z kilkunastu dostępnych ławeczek pod krzyżem i na całego delektujemy się tą cudną chwilą. Wycieczka na Łysą, a potem Miejską Górę zbiega się idealnie z początkiem sezonu na polskie truskawki, więc mając co nieco w plecakach zajadamy się ze smakiem. 

Warto pamiętać, że Miejska Góra należy do Korony Beskidu Wyspowego oraz, jak poprzedniczka, do "102 Wysp Beskidu Wyspowego".

Po milszej chwili spędzonej na Miejskiej Górze nadchodzi pora na powrót do Molówki. W polu widzenia za tabliczką szczytową lokalizujemy jasnoczerwony daszek- to właśnie tam schodzi dalej żółty szlak.

Szybko opuszczamy urokliwe łączki i z powrotem wchodzimy do gęstego lasu. Słońce chowa się za koronami drzew dając nieco wytchnienia.

Cały czas kierujemy się zgodnie z oznaczeniami żółtego szlaku. Przy pierwszym rozwidleniu w lewo...

...i przy drugim także w lewo! Takim sposobem wchodzimy na szeroki leśny trakt, którym biegną aż trzy szlaki: niebieski, żółty oraz Droga św. Jakuba.

Ostatni fragment trasy wiedzie raz pod górę, raz w dół, ot taka beskidzka sinusoida. Po mniej więcej 10 minutach docieramy pod kolejne skrzyżowanie dróżek między Łysą a Miejską Górą...

...na którym idziemy prosto. Opuszczamy zatem żółte oznaczenia, pętlę pomoże nam już domknąć szlak niebieski, zdążający na tamtym odcinku w kierunku najwyższych wzniesień Pasma Łososińskiego.

Od północnego zachodu trawersujemy spore zbocza Łysej Góry. Po niedawnych ulewach dróżka nie jest w najlepszej kondycji, a mieszanka błota z luźno leżącymi kamieniami budzi większą czujność i ostrożność.

Niebieski szlak prowadzi nas prosto pod zatoczkę na której zostawiliśmy samochód. Po wyjściu z lasu rzucamy jeszcze raz okiem na pozostałości po stacji narciarskiej Limanowa-Ski oraz ledwo już widoczne schodki "piekielnie trudnego wejścia". I takie popołudnia to ja mogę mieć codziennie...



Te kilka kilometrów dalej, po dotarciu na metę wycieczki, człowiek doznaje zatrzęsienia nowych pokładów energii! Kawa? Energetyki? Cukier? Nic z tych rzeczy! Beskid Wyspowy każdą z tych opcji zmiata z planszy w ułamku sekundy ;)




Pozdrawiam i do napisania! ;)
Copyright © WYSPY BESKIDZKIEGO PRZYLĄDKA , Blogger