Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mszana Dolna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mszana Dolna. Pokaż wszystkie posty
Witów, Spyrkowa i Kocia Górka z Niedźwiedzia do Mszany Dolnej

piątek, sierpnia 07, 2026

Witów, Spyrkowa i Kocia Górka z Niedźwiedzia do Mszany Dolnej

Cześć!
Do tego wpisu wszystkie trasy na blogu opisywałem w pełnej zgodzie z chronologią... żeby się nie pogubić, żeby nie stracić ciągłości tej całej mojej górskiej przygody. Nadszedł jednak czas, by to zmienić, a ów chronologię wysłać na zasłużony urlop ku otchłaniom przeszłości. Spytacie: skąd takie odstępstwo? Teraz nie odpowiem! Mam nadzieję jednak, że fotorelacja rozwieje wszelakie wątpliwości w tym temacie...

Tegoroczny sierpień przywitał nas iście afrykańską pogodą. Lazur nieba przełamany pojedynczymi smugami puchu oraz promieniami leniwie wędrującego słońca zesłał na polską ziemię temperatury w okolicach 40 stopni Celsjusza, a na ludzi po niej stąpających hektolitry potu tryskające z każdego skrawka skóry. Jednakże lato po godzinach, po pracy oraz po dopełnieniu wszystkich zaplanowanych obowiązków, nie znosi nadmiernej próżni. W jego abstrakcyjnej głowie ciężko odnaleźć usprawiedliwienie na słodkie lenistwo, czy błogie nicnierobienie, a o nudzie to nawet już nie wspominam. Lato po godzinach pęka w szwach od pomysłów na ciekawe spędzanie wolnego czasu, a dużą część tego worka stanowią oczywiście górskie szlaki. I takim o to sposobem jedno z tych upalnych popołudni sierpnia spędziłem, razem z bratem, gdzieś pomiędzy Beskidem Wyspowym a Gorcami...




Witów, Spyrkowa oraz Kocia Górka tworzą kilkukilometrowy grzbiet pomiędzy wsiami Niedźwiedź, Mszana Górna i Mszana Dolna. Spora bezleśność terenu oraz całkiem dogodne położenie obok najwyższych wzniesień Beskidu Wyspowego i Gorców tworzą tę okolicę wyjątkową. Ilość oraz wielkość krajobrazów powala w pewnym momencie na kolana, o czym już zaraz przekonacie się na własne oczy. Ciężko aż uwierzyć, że są takie miejsca w Beskidach, gdzie przez niemal 10 kilometrów jest się otoczonym panoramami w praktycznie każdym kierunku świata. Wiem, że wyprzedzam fakty, że poniżej widnieją te wszystkie fotografie, ale dawno nic nie wywarło na mnie aż takiego wrażenia. 

Od razu muszę też wytłumaczyć pewną nieścisłość. Witów, Spyrkowa oraz Kocia Górka należą do... Gorców! Według najważniejszych klasyfikacji powinienem piać z zachwytów z powodów czysto gorczańskich. Skąd zatem znów o tym Wyspowym? Odpowiedź wyda się banalna, bowiem z jakiegoś powodu Witów (tak samo jak Adamczykowa oraz Potaczkowa po sąsiedzku) znajduje się w spisie odznaki 102 Wysp Beskidu Wyspowego! Nie chcę siać tutaj przekłamań, więc od razu jasno i klarownie zaznaczam miejsce w szeregu naszych dzisiejszych bohaterów, ale cóż... czy takie na pozór zuchwałe przywłaszczenie górek mi w czymkolwiek przeszkadza? Absolutnie nie! Mówcie co chcecie, ale jak dla mnie to Beskid Wyspowy zasługuje na wszystko co najlepsze :D

Sposób pokonania samego grzbietu, a jednocześnie przejścia tej późnopopołudniowej, sierpniowej wędrówki też nie jest taki oczywisty jakby mogło się wydawać. Nie przedłużam zatem i zapraszam na wirtualną włóczęgę prosto ku magicznej krainie...


Proponowaną przez mnie wędrówkę zaczynamy w Mszanie Dolnej. Samochód można zostawić na jednym z kilku parkingów w centrum miasteczka (m.in. przy ZSP przy ul. Marka lub obok targowiska), niezmotoryzowani zaś mogą dostać się do miasteczka autobusami z Krakowa (RAB-BUS) lub Myślenic (MLD A11, A41). W samej Mszanie kierujemy się na przystanek przy dworcu autobusowym lub na przystanek „Gronoszowa” za rondem w stronę Podobina i łapiemy busa zdążającego w kierunku miejscowości o dość ciekawej nazwie, Niedźwiedź (A11 lub Stróżak- rozkłady łatwo dostępne w internecie). Jak nietrudno się teraz domyślić, cała włóczęga będzie po prostu drogą powrotną do Mszany, tylko że pieszo i w o wiele bardziej zachwycających okolicznościach przyrody.

Współrzędne postoju parkingów: 49.668808, 20.080388 (parking przy ZSP na ul. Marka), 49.672808, 20.082244 (parking przy targowisku)

Wytrwalsi mogą zrobić nieco ponad 20-kilometrową pętelkę: wtedy zamiast jazdy lokalnym busem ruszamy czarnym szlakiem z Mszany Dolnej na Adamczykową i Potaczkową, a potem za zielonymi oznaczeniami docieramy do Niedźwiedzia. W dalszej kolejności kontynuujemy poniżej opisaną trasę.

A co jeśli nie trasa z punktu A do punktu B? Prosta sprawa! Pod urzędem gminy w Niedźwiedziu jest spory parking na którym można pozostawić samochód. Idziecie i w dowolnym momencie wracacie tą samą trasą do wsi :)

W Niedźwiedziu wysiadamy na przystanku przy urzędzie gminy. Vis a vis oczom ukazuje się skromna rzeźba upamiętniająca Władysława Orkana. Jeden z najwybitniejszych pisarzy okresu młodopolskiego związał swoje dorosłe życie z właśnie tą okolicą. Jego zamiłowanie do pobliskiej Poręby i ogólnie do okalających te ziemie gorczańskich szczytów do dziś pozostaje w pamięci mieszkańców. 

Spod urzędu gminy kierujemy się na wschód docierając po chwili pod kaplicę pod wezwaniem św. Sebastiana. Tam, na skrzyżowaniu, skręcamy w prawo. 

Przez około 0,5 km idziemy poboczem drogi w kierunku Koniny. Po pokonaniu tego dystansu, zgodnie z widocznymi na zdjęciu oznaczeniami, odbijamy w lewo.

Pokonujemy niewielki most nad rzeczką Koniną i zaraz za nim znów skręcamy w lewo. Dalej konsekwentnie kierujemy się ku osiedlu Stramy. Licznie ustawione znaki pomagają się nie pogubić. Wąska droga wyłożona betonowymi płytami z minuty na minutę pnie się coraz mocniej w kierunku naszego celu, a mianowicie grzbietu łączącego Witów, Spyrkową oraz Kocią Górkę.

Warto wspomnieć, że opisywana w tym wpisie trasa na niemal całym dystansie prowadzi nieoznakowanymi ścieżkami. W związku z tym dobrze zabrać ze sobą naładowany telefon z wgraną aplikacją mapy turystycznej (albo dobrze śledzić mapkę, którą zawsze umieszczam pod koniec wpisu).

Przejście osiedla Stramy zajmuje kilka minut. Kilka serdecznych "dzień dobry" później asfaltowa droga ustępuje miejsca kamykom oraz przeschniętej na amen ziemi. Z prawej strony wyłaniają się pierwsze ładniejsze widoki w kierunku Gorców. Specjalnie ich jeszcze nie wstawiam, bowiem w dalszej części włóczęgi dosłownie zamęczę Was krajobrazowymi pocztówkami.

Na rozwidleniu ponad Stramami skręcamy w prawo.

Po przekroczeniu wysokości około 650 metrów nad poziomem morza za plecami wyrasta pierwsza kapitalna panorama w kierunku Gorców. Na pierwszy plan wysuwają się ciemnozielone korony Turbaczyka oraz Basielki, a także nieco lichszy zarys Starmachów. Wiatr, nawet z sukcesem, próbuje odpędzać opary największego upału i mimo 35 stopni w dolinie idzie się całkiem przyjemnie. Jedynym wrogiem na trasie są oczywiście bąki, których największe skupiska czają się między pojedynczymi tarninami i dzikimi różami. Ich ataki potrafią być naprawdę przemyślane (na nasze nieszczęście)!

W oddali miga także kolorowa zabudowa Koniny i górujące nad nią wierzchołki Kudłonia oraz Gorca Troszackiego. Gorce pełną gębą!

Po minięciu z lewej niewielkiego zagajnika skręcamy w prawo...

...i stawiamy ostatnie kroki przed osiągnięciem pierwszego z celów tejże wędrówki. Nisko, tuż nad tą sierpniową zielenią, majestatyczne loty odbywa kilka kruków. Ich charakterystyczny głos dopełnia te fantastyczne obrazy.

W jednej z kęp tarnin odnajdujemy tabliczkę znaczącą Witów, 720 metrów nad poziomem morza. Jak już wspominałem we wstępie, góra ta oficjalnie należy do Gorców, ale z jakichś bliżej niezidentyfikowanych powodów włączono ją także do odznaki 102 Wysp Beskidu Wyspowego. I dla mnie Witów już chyba tą wyspą pozostanie... :)

P.S. Zdobywcy odznaki obowiązkowo pamiątkowe zdjęcie z tabliczką i zeskanowanie kodu QR!

Wierzchołek Witowa jest całkowicie bezleśny, co niesie ze sobą rzeczy niebywałe, piękne i powalające na kolana. Nie dziwcie się, że zatrzymywałem się tam co dosłownie drugi, trzeci krok! Panoramę Gorców już mniej więcej kojarzycie z poprzednich fotografii...

...ale z Witowa widać także zachodnie fragmenty Beskidu Wyspowego! Horyzont kreślą sylwetki (od lewej): Lubonia Wielkiego, Szczebla oraz Lubogoszczy. Patrząc na wschód można także dostrzec Mogielicę z Polaną Stumorgową oraz Wyśnikówką, a także Jasień z moją ukochaną Polaną Łąki. W tym temacie jeszcze jednak kropki nie stawiam...

Z Witowa widać także charakterystyczny zarys Babiej Góry, no coś wspaniałego!

Panoramy zachwycają, aż żal rozstawać się z Witowem i ruszać dalej. Kilka dzikich jeżynek z pnączy nieopodal tabliczki szczytowej (przed zjedzeniem koniecznie przepłukane wodą, pamiętajcie o tym!) osładzają moment do granic możliwości!

Czas jednak nagli, nawet sierpniowe popołudnie nie będzie trwać wiecznie, a jednak miło by było zdążyć z finiszem wyprawy przed nocą. Z wierzchołka Witowa wracamy się pod wspomniane rozwidlenie przy niewielkim zagajniku i tym razem odbijamy w prawo.

Przejście w kierunku widocznej nieco w oddali i z lewej Spyrkowej mija równie przyjemnie. Na prawo od trapezoidalnej Lubogoszczy wyłaniają się kopuły Cietnia, Śnieżnicy, Ćwilina, a także Ostrej z Ogorzałą.

Na rozstaju dróżek przed Spyrkową wybieramy prawą odnogę. Drzewa dadzą nam w nagrodę kilka minut porządnego cienia. Idealnie, by się schłodzić!

Mijamy wierzchołek Spyrkowej od wschodu i docieramy pod całkiem sporą sekwencję rozwidleń oraz skrzyżowań. Tutaj w prawo...

...chwilę później znowu w prawo...

...i kilka kroków dalej skręcamy w lewo! W tej okolicy mapka turystyczna z GPS-em jest zbawiennym narzędziem!

Po wszystkich zawirowaniach na rozwidleniach ścieżek oczy znów wystrzeliwują prosto do raju. Gdybym miał pokazać wszystkie zdjęcia z tego przejścia, to długość wpisu byłaby nie do pokonania! Dlatego najpierw pokażę Wam jeszcze jeden rzut na beskidzką królową, Babią Górę...

...pokażę Wam również ostatni z celów trasy, czyli o około 100 metrów niższą Kocią Górkę. Z tej perspektywy tę różnicę wysokości widać doskonale!

W pewnym momencie na chwilę nurkujemy w głąb małego lasku. Uczta dla zmysłów rozkręca się jednak na nowo po dosłownie 2-3 minutach spokojnego marszu. Ta panorama w kierunku Beskidu Wyspowego, skąpana w dobrodziejstwach złotej godziny, pozostanie w mojej głowie chyba na zawsze. Zdjęcia nigdy nie oddadzą w pełni wszystkich wrażeń, tego całego piękna, więc naprawdę... na tę wycieczkę musicie się wybrać wszyscy!

Prócz wspomnianych wyżej wysp, z lewej strony widać również zwieńczoną krzyżem milenijnym Potaczkową oraz niższe stoki Adamczykowej (która notabene stanie się bohaterką kolejnego wpisu na blogu)...

Pewnym krokiem wdrapujemy się na Kocią Górkę. Kapitalne panoramy ustępują na kilka minut prawie-toskańskim pocztówkom. No nie spodziewałem się, że lato po godzinach, spontaniczny wyjazd w Beskidy zagwarantuje 10 kilometrów i jakieś 3 godziny prawdziwej sielanki, jakby wyjętej z najjaskrawszej baśni...

Jeszcze jedna panorama? A czemu nie?! Z Kociej Górki również zachwyca! Chylące się ku horyzontowi słońce dopieszcza obraz niczym największy renesansowy maestro!

Schodząc z Kociej Górki w kierunku Mszany Górnej trzymamy się lewej strony ścieżki. W pewnym momencie dróżka, ni stąd, ni zowąd, rozdwaja się, co idzie przegapić. W tym miejscu również przyda się aplikacja z mapkami, bo naprawdę łatwo tam pomylić dobrze udeptaną miedzę z kontynuacją trasy :D

Zejście do Mszany Górnej jest chyba jedynym mankamentem całej wycieczki. Nieznaczna, ale stromizna w połączeniu ze sporymi pokładami błota umęczonymi pod kołami traktorów brzmi jak recepta na bolesną i wyjątkowo brudną wywrotkę. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło... za nami kawał fantastycznej trasy!

Po niezłej próbie wytrwałości oraz posiadania oczu z tyłu głowy docieramy pod asfaltową wstęgę przecinającą osiedle Majerany w Mszanie Górnej. Maszerujemy pomiędzy domami w kierunku DW 968.

Po wyjściu z osiedla, na krzyżówce z główną drogą, skręcamy w lewo i krocząc ponad wygodnym chodnikiem wracamy do Mszany Dolnej. I tak kończy się to niezapomniane popołudnie...


Miejsce w które na pewno będę często powracać. Po prawie trzech latach wędrowania beskidzkimi szlakami myślałem, że już nic mnie nie zaskoczy, że już nic nie wywoła we mnie gęsiej skórki oraz załzawionych oczu. A jednak... Lato po godzinach stało się dla mnie największym dobrodziejstwem!

Koniecznie ruszajcie na tę trasę i koniecznie w kierunku Niedźwiedź-Mszana, nie odwrotnie (bo te wszystkie najpiękniejsze panoramy będą oglądać Wasze plecy)!



Szedłem w tej zgodzie z chronologią... aż do teraz. Chyba teraz rozumiecie dlaczego. Udusiłbym się nie opisując tej trasy w pierwszym możliwym terminie. Dwie wcześniejsze trasy muszą uzbroić się w cierpliwość, w końcu one też niebawem dostaną swoje "pięć minut"...


Pozdrawiam serdecznie i do napisania! :)
Złote Wierchy czerwonym szlakiem (MSB) z Mszany Dolnej

sobota, stycznia 17, 2026

Złote Wierchy czerwonym szlakiem (MSB) z Mszany Dolnej

Cześć! 
Na ogół staram się nie układać w głowie żadnych noworocznych postanowień ani planów. Dlaczego? Odpowiedź chyba jest oczywista: po pierwsze nie trzeba czekać do wymiany kalendarza, by zacząć wcielać w życie cele o których pragniemy i o których gdzieś tam skrycie marzymy. Po drugie zaś to jak dobrze wiemy... dwa, góra trzy tygodnie i po tym noworocznym entuzjazmie nie zostaje żaden ślad. Ale, ale! Żeby nie było, że całkowicie odbiegam od tego non stop wałkowanego schematu, to jedno postanowienie zakręciło się wokół moich myśli. Spoglądając na nazwę tego bloga pewnie się domyślacie jego treści. Mimo wszystko zdradzę je pod koniec wpisu...





Noworoczna energia zaprowadziła mnie do skrytej pod niewielką warstewką śniegu Mszany Dolnej. Każdy miłośnik wyspowych wędrówek zna to miasteczko doskonale. Wpatrując się w mapy turystyczne i tamte okolice chyba od razu rzuca się w oczy kolorowa, i całkiem bogata, wiązanka szlaków. Szlakiem czarnym, zielonym i czerwonym wdrapiemy się na Lubogoszcz, szlakiem żółtym na Grunwald, a potem Czarny Dział i Ćwilin, szlakiem zielonym możemy zawędrować na sielankowe polany pod Ogorzałą i Ostrą, szlakiem czarnym, jednym z najbardziej stromych w całym paśmie, zdobędziemy Szczebel, szlakiem imienia Elfrydy Trybowskiej i Juliana Tolińskiego wejdziemy na wierzchołki Adamczykowej i Potaczkowej i w końcu szlakiem czerwonym, fragmentem długodystansowego Małego Szlaku Beskidzkiego, dojdziemy na Złote Wierchy, a potem na metę na Luboniu Wielkim. Ach, aż pozazdrościłem teraz wszystkim mszanianom tylu opcji na wyciągnięcie ręki... 

Tytuł jasno sugeruje, że tym razem skupię się na ostatniej z wymienionych tras. Krótkie, przyjemne, zimowe wejście na Złote Wierchy w bardzo miły sposób zapoczątkowało mój sezon 2026 w Beskidzie Wyspowym. Zapraszam na kolejną wirtualną wędrówkę!


Podejście na Złote Wierchy zaczynam w zachodniej części Mszany Dolnej, na jednej z odnóg ulicy Zarabie. Po otrzymaniu zgody właściciela pozostawiam auto na prywatnej posesji nieopodal kapliczki św. Ambrożego oraz takiego okazałego drogowskazu.

Niezmotoryzowanym polecam dojazd autobusem do centrum Mszany Dolnej, a następnie podążanie za oznaczeniami czerwonego szlaku w kierunku Lubonia Wielkiego. Opcja ta wydłuży wędrówkę o nieco ponad 2 kilometry i pół godziny w jedną stronę.

 

Na przeciwko beskidzkiego drogowskazu wznosi się kapliczka poświęcona świętemu Ambrożemu, patronowi pszczelarzy. Postawiono ją pod koniec ubiegłego stulecia z inicjatywy mszańskich miłośników tych najpożyteczniejszych owadów. 

Tym razem w osiągnięciu celu pomogą biało-czerwone oznaczenia Małego Szlaku Beskidzkiego. 137-kilometrowa trasa łącząca Beskidy: Mały, Makowski oraz Wyspowy, na tym odcinku biegnie z Mszany Dolnej ku wierzchołkowi Lubonia Wielkiego, przy okazji zahaczając o Złote Wierchy i zbocza Okrągłej.

Pierwsze kilkaset metrów drogi wije się pomiędzy ostatnimi zabudowaniami Mszany. Zaraz za drogowskazem i kapliczką skręcam w prawo.

Podejście na Złote Wierchy nie jest ani wymagające, ani skomplikowane, ale to nie znaczy, że nie uświadczymy żadnych konkretniejszych nachyleń. Zimą takie miejsca mogą być wyjątkowo zdradliwe, o bolesną wywrotkę nietrudno!

Fragment Małego Szlaku Beskidzkiego leniwie wyprowadza w kierunku kolejnej beskidzkiej wyspy. Ścieżkę niemal w całości pokrywa cienka warstwa śniegu oraz, co gorsze, spore tafle lodu. Ostrożnie stawiam każdy krok, bo mimo mojego zamiłowania do wędrówek, to jednak wolę do domu wrócić w jednym kawałku! Za plecami stopniowo wyrastają sylwetki innych gór Beskidu Wyspowego. O nich więcej za moment...

Szlak wije się między terenami otwartymi a iglastym, jakże wyrazistym zimą lasem. Fragment MSB pomiędzy Mszaną Dolną a Złotymi Wierchami jest dobrze oznaczony, można zatem ruszać w teren bez obaw.

Z minuty na minutę wzmaga się coraz mocniejszy, prawdziwie zimowy wiatr, a ja się tylko modlę, bym nie skończył z jakimś paskudnym przeziębieniem kilka dni później.
Nieopodal szczytu ostatecznie opuszczam leśne przestrzenie i na rozległej polanie zaczynam podziwiać widoki w kierunku wschodnim i południowym. Szczególnie wybijają się kopuły Ćwilina, drugiej najwyższej góry w Beskidzie Wyspowym, z Małym Ćwilinkiem (po lewej) oraz tonący w ciemnej zieleni masyw Ostrej i Ogorzałej (z prawej).

Ostatnie kilka susów pod górę i staję na wierzchołku Złotych Wierchów. Wysokość wyspy nie robi jakiegoś wielkiego wrażenia, zwłaszcza gdy w sąsiedztwie wznoszą się około 1000-metrowe Luboń Wielki, Szczebel, czy Lubogoszcz, ale małe też potrafi być piękne ;)

Panorama ze Złotych Wierchów, nawet ta w zimowej szacie, w stu procentach spełnia moje noworoczne pragnienia. Bogaty horyzont kreśli kolejne miłe doznania i wspomnienia na dłuższy czas. Matka Natura umie zaczarować jak nikt inny...

Przez dobrych kilkanaście minut wpatruję się w bielusieńką szatę Mogielicy, królowej Beskidu Wyspowego...

...w garby Śnieżnicy pod którymi skrywają się uliczki i zabudowania Mszany Dolnej...

...w grzbiet Jasienia, Kutrzycy i Krzysztonowa z widoczną po prawej polaną Łąki, moim zdaniem najbardziej widokową w Beskidzie Wyspowym...

...w pobliską Potaczkową, zwieńczoną krzyżem milenijnym z 2000 roku...

...oraz w tonące w śniegu oraz promieniach słońca wierzchołki Gorców. Trochę bujam w obłokach, trochę myślę o niebieskich migdałach, ale wichura szybko psuje tę cudną chwilę. Po jakichś 10 minutach wnikliwszych obserwacji opuszczam najwyższy punkt Złotych Wierchów i tą samą trasą wracam do samochodu.


A jakie jest to moje postanowienie na nowy, 2026 rok? Chyba nie zaskoczę Was jak napiszę, że pragnę jeszcze większej ilości przygód na szlakach Beskidu Wyspowego! Mam wielką nadzieję, że najbliższy sezon przyniesie multum okazji do powrotów w tamte najcudowniejsze strony...




Do napisania! ;)


Copyright © WYSPY BESKIDZKIEGO PRZYLĄDKA , Blogger