Cześć!
Na ogół staram się nie układać w głowie żadnych noworocznych postanowień ani planów. Dlaczego? Odpowiedź chyba jest oczywista: po pierwsze nie trzeba czekać do wymiany kalendarza, by zacząć wcielać w życie cele o których pragniemy i o których gdzieś tam skrycie marzymy. Po drugie zaś to jak dobrze wiemy... dwa, góra trzy tygodnie i po tym noworocznym entuzjazmie nie zostaje żaden ślad. Ale, ale! Żeby nie było, że całkowicie odbiegam od tego non stop wałkowanego schematu, to jedno postanowienie zakręciło się wokół moich myśli. Spoglądając na nazwę tego bloga pewnie się domyślacie jego treści. Mimo wszystko zdradzę je pod koniec wpisu...
.png)
Noworoczna energia zaprowadziła mnie do skrytej pod niewielką warstewką śniegu Mszany Dolnej. Każdy miłośnik wyspowych wędrówek zna to miasteczko doskonale. Wpatrując się w mapy turystyczne i tamte okolice chyba od razu rzuca się w oczy kolorowa, i całkiem bogata, wiązanka szlaków. Szlakiem czarnym, zielonym i czerwonym wdrapiemy się na Lubogoszcz, szlakiem żółtym na Grunwald, a potem Czarny Dział i Ćwilin, szlakiem zielonym możemy zawędrować na sielankowe polany pod Ogorzałą i Ostrą, szlakiem czarnym, jednym z najbardziej stromych w całym paśmie, zdobędziemy Szczebel, szlakiem imienia Elfrydy Trybowskiej i Juliana Tolińskiego wejdziemy na wierzchołki Adamczykowej i Potaczkowej i w końcu szlakiem czerwonym, fragmentem długodystansowego Małego Szlaku Beskidzkiego, dojdziemy na Złote Wierchy, a potem na metę na Luboniu Wielkim. Ach, aż pozazdrościłem teraz wszystkim mszanianom tylu opcji na wyciągnięcie ręki...
Tytuł jasno sugeruje, że tym razem skupię się na ostatniej z wymienionych tras. Krótkie, przyjemne, zimowe wejście na Złote Wierchy w bardzo miły sposób zapoczątkowało mój sezon 2026 w Beskidzie Wyspowym. Zapraszam na kolejną wirtualną wędrówkę!
 |
Podejście na Złote Wierchy zaczynam w zachodniej części Mszany Dolnej, na jednej z odnóg ulicy Zarabie. Po otrzymaniu zgody właściciela pozostawiam auto na prywatnej posesji nieopodal kapliczki św. Ambrożego oraz takiego okazałego drogowskazu.
Niezmotoryzowanym polecam dojazd autobusem do centrum Mszany Dolnej, a następnie podążanie za oznaczeniami czerwonego szlaku w kierunku Lubonia Wielkiego. Opcja ta wydłuży wędrówkę o nieco ponad 2 kilometry i pół godziny w jedną stronę. |
 |
| Na przeciwko beskidzkiego drogowskazu wznosi się kapliczka poświęcona świętemu Ambrożemu, patronowi pszczelarzy. Postawiono ją pod koniec ubiegłego stulecia z inicjatywy mszańskich miłośników tych najpożyteczniejszych owadów. |
 |
| Tym razem w osiągnięciu celu pomogą biało-czerwone oznaczenia Małego Szlaku Beskidzkiego. 137-kilometrowa trasa łącząca Beskidy: Mały, Makowski oraz Wyspowy, na tym odcinku biegnie z Mszany Dolnej ku wierzchołkowi Lubonia Wielkiego, przy okazji zahaczając o Złote Wierchy i zbocza Okrągłej. |
 |
| Pierwsze kilkaset metrów drogi wije się pomiędzy ostatnimi zabudowaniami Mszany. Zaraz za drogowskazem i kapliczką skręcam w prawo. |
 |
| Podejście na Złote Wierchy nie jest ani wymagające, ani skomplikowane, ale to nie znaczy, że nie uświadczymy żadnych konkretniejszych nachyleń. Zimą takie miejsca mogą być wyjątkowo zdradliwe, o bolesną wywrotkę nietrudno! |
 |
| Fragment Małego Szlaku Beskidzkiego leniwie wyprowadza w kierunku kolejnej beskidzkiej wyspy. Ścieżkę niemal w całości pokrywa cienka warstwa śniegu oraz, co gorsze, spore tafle lodu. Ostrożnie stawiam każdy krok, bo mimo mojego zamiłowania do wędrówek, to jednak wolę do domu wrócić w jednym kawałku! Za plecami stopniowo wyrastają sylwetki innych gór Beskidu Wyspowego. O nich więcej za moment... |
 |
| Szlak wije się między terenami otwartymi a iglastym, jakże wyrazistym zimą lasem. Fragment MSB pomiędzy Mszaną Dolną a Złotymi Wierchami jest dobrze oznaczony, można zatem ruszać w teren bez obaw. |
 |
Z minuty na minutę wzmaga się coraz mocniejszy, prawdziwie zimowy wiatr, a ja się tylko modlę, bym nie skończył z jakimś paskudnym przeziębieniem kilka dni później. Nieopodal szczytu ostatecznie opuszczam leśne przestrzenie i na rozległej polanie zaczynam podziwiać widoki w kierunku wschodnim i południowym. Szczególnie wybijają się kopuły Ćwilina, drugiej najwyższej góry w Beskidzie Wyspowym, z Małym Ćwilinkiem (po lewej) oraz tonący w ciemnej zieleni masyw Ostrej i Ogorzałej (z prawej). |
 |
| Ostatnie kilka susów pod górę i staję na wierzchołku Złotych Wierchów. Wysokość wyspy nie robi jakiegoś wielkiego wrażenia, zwłaszcza gdy w sąsiedztwie wznoszą się około 1000-metrowe Luboń Wielki, Szczebel, czy Lubogoszcz, ale małe też potrafi być piękne ;) |
 |
| Panorama ze Złotych Wierchów, nawet ta w zimowej szacie, w stu procentach spełnia moje noworoczne pragnienia. Bogaty horyzont kreśli kolejne miłe doznania i wspomnienia na dłuższy czas. Matka Natura umie zaczarować jak nikt inny... |
 |
| Przez dobrych kilkanaście minut wpatruję się w bielusieńką szatę Mogielicy, królowej Beskidu Wyspowego... |
 |
| ...w garby Śnieżnicy pod którymi skrywają się uliczki i zabudowania Mszany Dolnej... |
 |
| ...w grzbiet Jasienia, Kutrzycy i Krzysztonowa z widoczną po prawej polaną Łąki, moim zdaniem najbardziej widokową w Beskidzie Wyspowym... |
 |
| ...w pobliską Potaczkową, zwieńczoną krzyżem milenijnym z 2000 roku... |
 |
| ...oraz w tonące w śniegu oraz promieniach słońca wierzchołki Gorców. Trochę bujam w obłokach, trochę myślę o niebieskich migdałach, ale wichura szybko psuje tę cudną chwilę. Po jakichś 10 minutach wnikliwszych obserwacji opuszczam najwyższy punkt Złotych Wierchów i tą samą trasą wracam do samochodu. |
A jakie jest to moje postanowienie na nowy, 2026 rok? Chyba nie zaskoczę Was jak napiszę, że pragnę jeszcze większej ilości przygód na szlakach Beskidu Wyspowego! Mam wielką nadzieję, że najbliższy sezon przyniesie multum okazji do powrotów w tamte najcudowniejsze strony...
Do napisania! ;)
Maksiu, to już jest uzależnienie:-)))) brawo.
OdpowiedzUsuń