piątek, lipca 17, 2026
Jastrząbka (cmentarz wojenny nr 357) z Rozdziela
Cześć!
Kto albo co było adresatem najsłynniejszej frazy wyśpiewanej przez Krystynę Prońko? Kto albo co mogłoby być "lekiem na całe zło"? Szukanie u źródeł na niewiele się zda, wszak odczuwanie i interpretacja artystycznego przekazu powinny znajdować swoje ujścia we własnej, niepowtarzalnej nitce życia. Ale właściwie gdzie i do czego odnieść te cztery pozornie niepozorne słowa? Na blogu prawiącym o beskidzkich przechadzkach naturalnym będzie poszperanie tu i ówdzie ponad ciemnozielonymi stokami i sielankowymi krajobrazami wokół...
Czy górskie wyprawy mogą być lekiem na całe zło? Na wszystkie bolączki tego często jakże skomplikowanego świata? Oczywiście, że nie! Mam nadzieję, że nikt z Was tak nie uważa. Są jednak sytuacje w których taka postać osłody humorów sprawdzi się doskonale.
Szósty dzień czerwca 2026 roku zapisał się złotymi zgłoskami w dziejach polskiego sportu, a to wszystko za sprawą sensacyjnego wręcz udziału Mai Chwalińskiej w finale wielkoszlemowego Roland Garros. Postawa pierwszej kwalifikantki-finalistki w grubo ponad stuletniej historii turnieju zjednoczyła setki tysięcy Polaków, którzy tamtego dnia, po godzinie 15:00, z zapartym tchem zaczęli śledzić finałowe wymiany z Rosjanką Andreevą. W tym szerokim gronie nie mogło zabraknąć ani mnie, ani mojej dobrej przyjaciółki ze studiów. Wspólne oglądanie meczu połączone z grillem w słonecznym ogrodzie brzmiało niczym plan doskonały i takim ostatecznie był!
Jeśli ktoś oglądał tamten mecz, to nie zdziwi się jednak gdy powiem, że mimo waleczności Mai finał zdążył się zamknąć jeszcze przed wydaniem upieczonej kiełbasy, plastrów cukinii oraz grzanek z cheddarem. Mirra Andreeva w dwóch setach przypieczętowała swój pierwszy wielkoszlemowy tytuł, a serca sympatyków polskiego tenisa spowiły opary lekkiego niedosytu, ale i także, co dziwić nie powinno, wielkiej dumy.
Roland Garros skończony, grill ugaszony, a wskazówki zegara dopiero co mijały się z godziną 17:00. Na początku czerwca taka pora to jeszcze w sumie środek dnia, więc w naszych głowach zaświtała myśl: wsiąść do samochodu i ruszyć na jakąś szybką wycieczkę w Beskid Wyspowy. W ostatnim wpisie wspominałem, że mam to szczęście, by z domu lub pracy na szlak dotrzeć nawet w mniej niż godzinę. Człowiek gdzieś się ruszy, spali ponadprogramowe kalorie ze smakowitego grilla, zobaczy ładne widoki, a jeszcze osłodzi sobie dzień po finałowej porażce... kto by z takiej możliwości nie skorzystał?!
Cel wczesnoczerwcowej wyprawy udało się ustalić dość szybko. Spacer, bo mimo wszystko ciężko to inaczej nazwać, na wierzchołek Jastrząbki od dawna siedział w mojej głowie jako właśnie opcja na spontaniczne i ekspresowe spędzenie końcówki dnia. Gdyby nie odznaka "102 Wysp Beskidu Wyspowego" to pewnie nigdy nie dowiedziałbym się o istnieniu takiej górki w północno-wschodniej części pasma. Jej wysokość oraz pierwsze wrażenia na pewno nie powalają, ale uwierzcie mi, że ta niepozorna Jastrząbka potrafi wyciągnąć porządne asy z rękawa!
![]() |
| Niemłoda godzina każe nam się jednak wziąć w garść i sprawnie ruszać w kierunku wyspy. Z parkingu schodzimy do skrzyżowania z główną drogą i skręcamy w lewo. |
![]() |
| Na kolejnym rozwidleniu dróg odbijamy w prawo. |
![]() |
| Na jedynym skrzyżowaniu na tym odcinku skręcamy w prawo. Kilkaset metrów dalej dochodzimy do jeszcze jednego rozwidlenia dróżek, ale tam, zgodnie z intuicją, odbijamy ostro w lewo. |
![]() |
| ...królowej Beskidu Wyspowego, czyli oczywiście Mogielicy... |
![]() |
| ...a także nieco przymglonych już zarysów Łopienia oraz Ćwilina. W trzech słowach: sielsko i anielsko! |
![]() |
| Ścieżka mija cmentarz z prawej strony i prowadzi w głąb lasu. 200 metrów dalej, na rozwidleniu, wybieramy lewą odnogę. |
Wyprawę na Jastrząbkę można z powodzeniem połączyć z wejściem na Łopusze (należące do Korony Beskidu Wyspowego) oraz na Kobyłę (należącą znowuż do "102 Wysp Beskidu Wyspowego"). Linki do moich opisów tych przejść pozostawiam poniżej:
Lato w pełni, trzeba korzystać z jego dobrodziejstw, nawet gdy dzień chyli się ku końcowi. Spontaniczne wypady w góry potrafią przynieść najwięcej radości!
Pozdrawiam serdecznie i do napisania! :)
























.jpg)






