Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szlak zielony. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szlak zielony. Pokaż wszystkie posty
Pasmo Lubomira (Lubomir, Trzy Kopce, Łysina, Kudłacze, Sucha Polana) pętlą z Lipnika

czwartek, września 17, 2026

Pasmo Lubomira (Lubomir, Trzy Kopce, Łysina, Kudłacze, Sucha Polana) pętlą z Lipnika

Cześć!
Wiem, wiem, coś tu ostatnio zbyt mało gwarnie, ale spokojnie! Okazji do letnich wędrówek nie brakowało, a każda z nich, prędzej czy później, dostanie swoje pięć minut na blogowych półkach. Pamiętacie jak w poprzednim wpisie, pomiędzy zachwycającymi mnie do dziś kadrami, wspominałem o "zuchwałych przywłaszczeniach górek" przez Beskid Wyspowy? Jak się okazuje, takich przypadków nie brakuje! Tym razem, na tle wyspowo-makowskiej wojenki, przedreptamy wzdłuż i wszerz Pasmo Lubomira i Łysiny.




Skąd ta zagwozdka wynika? Lubomir, najwyższy punkt opisywanego w tym wpisie pasma, z jednej strony znajduje się w wykazie gór Korony Beskidu Wyspowego oraz "102 Wysp" Beskidu Wyspowego, zaś z drugiej dumnie pręży się w szeregu szczytów należących do Korony Gór Polski jako król Beskidu Makowskiego (zwanego też Średnim)! No to gdzie my właściwie ruszamy? Najnowsze opracowania większą rację przyznają tej drugiej opcji, ale w sumie... czy to takie istotne? Ponad 10-kilometrowa pętla z Lipnika dostarcza tylu wrażeń i okazji na niezapomnianą wędrówkę, że nadmiar przemyśleń  można ze spokojem duszy umieścić w innej przestrzeni!


Wędrówkę zaczynamy w miejscowości Lipnik, a konkretniej na sporym parkingu przy wejściu do lasu porastającego całe opisywane pasmo. Sam plac jest dobrze utwardzony, ale dojazd do niego, zwłaszcza zimową porą i ogólnie dla samochodów z niskim zawieszeniem, może się okazać dużym wyzwaniem.

Współrzędne postoju: 49.771065, 20.075529 (w Google Maps wpisać: "Parking - szlak na Lubomir")

Wchodzimy do lasu, zgodnie z oznaczeniami szlaków zielonego oraz czarnego. Drogowskaz PTTK Myślenice wskazuje półtorej godziny do zdobycia Lubomira, ale spokojnie, jak się sami zaraz przekonacie, autorów musiała ponieść nadmierna doza fantazji.

200-300 metrów dalej stajemy na rozstaju leśnych dróżek, a jednocześnie wyżej wymienionych szlaków. Odbijamy w lewo wybierając zielone oznaczenia. Ten czarny pomoże nam zaś na końcu wędrówki domknąć całą pętlę.

Początkowo szlak zielony wiedzie szerokim traktem. Jak widać na załączonym obrazku, trasy w Paśmie Lubomira są naprawdę porządnie oznakowane. Sztuką byłoby się tam zgubić!

Sielanka jednak szybko się kończy, gdy wygodna ścieżka zamienia się w kamieniste, storpedowane niedawnymi pracami leśnymi pobojowisko. Na tym odcinku patrzenie pod nogi wręcz wymagane!

Nachylenie terenu z minuty na minutę robi się coraz pokaźniejsze. Zaczynamy szybko nabierać wysokości. Sierpniowe, jeszcze wysoko szybujące słońce daje nieco popalić, ale mimo wszystko wdrapywanie się na główny grzbiet pasma mija znośnie.

Kilka głębszych oddechów i szybszych uderzeń serca później teren spektakularnie się wypłaszcza. Coraz pewniejszym krokiem zdążamy ku pierwszemu z celów wędrówki, Lubomirowi.

Ostatni fragment przed osiągnięciem Lubomira to nieustanna przeplatanka nieostrych podejść i wypłaszczeń terenu. Jasny las we współpracy z wszędobylskimi promieniami słońca tworzy obrazki od których ciężko oderwać wzrok. Kogóż nie zachwyciłaby taka gra świateł oraz barw?

Niekończące się w tamtych okolicach leśne obszary skutecznie uniemożliwiają zapierające dech w piersiach obserwacje beskidzkich krajobrazów. Skłamałbym, gdybym tę pętlę nazwałbym widokową trasą, ale również nie powiedziałbym prawdy, gdybym stwierdził, że nie zobaczymy stamtąd absolutnie nic. Pierwsza z kilku okazji na trasie nadarza się dosłownie moment przed dotarciem na wierzchołek Lubomira. Rzednący tam las odsłania urocze okienko w kierunku wyspowo-gorczańskich wzniesień.

Po około 50 minutach spokojnego przejścia osiągamy 904. metr nad poziomem morza, a tym samym zdobywamy Lubomir (jak widzicie, drogowskazy z drugiego zdjęcia trochę zaszalały). Od strony zielonego szlaku z Lipnika turystów wita drewniany słupek, który prócz sporej ilości tabliczek trzyma na swoich barkach skrzyneczkę z pieczątką dedykowaną głównie zdobywcom Korony Gór Polski.

Wierzchołek Lubomira dumnie wieńczy budynek Obserwatorium Astronomicznego im. Tadeusza Banachiewicza, którego otwarcie miało miejsce w 2007 roku. Obiekt wybudowano w miejscu dawnego obserwatorium z czasów międzywojnia. Historia poprzednika sięga 1922 roku, kiedy to, po podarowaniu przez księcia Kazimierza Lubomirskiego 10 hektarów ziemi, postawiono niewielki budynek dla najbardziej oddanych popularyzatorów astronomii i wszelakich obserwacji nieboskłonu. W 1925 oraz 1936 roku dokonano tam spektakularnych odkryć komet, w gwiazdozbiorze Pegaza i Małego Lwa. Niestety, jak łatwo się domyślić, obiekt spłonął podczas II wojny światowej. Na swoje odrodzenie musiał czekać on ponad 6 dekad...

Obserwatorium, w określonych porach, jest dostępne dla turystów. Informacji odnośnie godzin otwarcia obserwatorium oraz cen biletów należy szukać pod tym linkiem: 
https://weglowka.pl/obserwatorium/index.php/atrakcje/turysci-indywidualni

P.S Dzięki tej historii powinniście się domyślić skąd się wzięła obecna nazwa góry. Przed 1932 rokiem cały grzbiet nazywano Łysiną (ponoć do dzisiaj wielu okolicznych mieszkańców tak nazywa to pasmo)!

Tak jak już rozpisywałem się we wstępie, Lubomir należy do Korony Gór Polski, jako najwyższe wzniesienie Beskidu Makowskiego, ale także znajdziemy go w wykazie Korony Beskidu Wyspowego oraz „102 Wysp” Beskidu Wyspowego. 

Przy okazji warto wspomnieć, że przez Lubomir biegną dwa szlaki długodystansowe: 104-kilometrowy szlak zielony (którego fragmentem ruszaliśmy z Lipnika) z Węglówki oraz 137-kilometrowy Mały Szlak Beskidzki, znaczony czerwoną farbą. Pierwszy z nich łączy najważniejsze wzniesienia Beskidu Wyspowego, drugi zaś prowadzi z Bielska-Białej, przez Beskid Mały, Średni i wspomniany już Wyspowy, na Luboń Wielki. 

 Zalesiony wierzchołek, mimo zaskakująco ciekawego uposażenia, nie zatrzymuje nas na długo. Kilka pamiątkowych zdjęć i łyków wody później ruszamy dalej. Kierujemy się na północny zachód zmieniając zielony szlak na biało-czerwone oznaczenia Małego Szlaku Beskidzkiego.

Dlaczego nie warto robić zbyt długiej przerwy na Lubomirze? Odpowiedź na to pytanie odkrywamy niecałe 10 minut po opuszczeniu najwyższego punktu pasma, gdy zza bezkresnych gęstwin tamtejszego lasu wyłania się niewielka polana, zwana Spadzistą. Kilka ławostołów i miejsce na ognisko zapraszają na ucztę dla wzroku i innych zmysłów ;)

Mimo niewielkiego areału, Polana Spadzista oferuje świetny widok w kierunku północnego grzbietu Pasma Cietnia (z widoczną centralnie kopułą Grodziska na czele) oraz delikatnie pofałdowanych, jakże pstrokatych przestrzeni Pogórza Wielickiego. Wyciągamy butelkę wody, do tego obowiązkowo kawałeczek owiniętego w folię placka ze śliwkami i... po prostu cieszymy się pięknem pola widzenia! Lepszej panoramy już nie spotkamy...

Po miłym przystanku na polance wracamy na szlak, by kolejne pół kilometra dalej dotrzeć pod niepozorne na pierwszy rzut oka skrzyżowanie dróżek. Odbijamy tam w prawo…

…by kilkadziesiąt metrów dalej osiągnąć drugą z kulminacji głównego grzbietu pasma, Trzy Kopce. Wzniesienie to znajduje się na liście odznaki „102 Wyspy” Beskidu Wyspowego, więc warto zrobić sobie przy tabliczce pamiątkowe zdjęcie oraz zeskanować kod QR z prawego dolnego rogu.

Tą samą dróżką wracamy na tor Małego Szlaku Beskidzkiego i w dalszym ciągu kierujemy się na zachód, w kierunku schroniska na Kudłaczach. Na krótkim odcinku czerwone oznaczenia łączą się z żółtymi, które w tym rejonie łączą Lubień z Patryją, Pasmem Lubomira, a dalej z Kamiennikami i opisywanym tutaj już kiedyś Pasmem Glichowca.


Opisany pod powyższym zdjęciem żółty szlak łączy grzbiet Pasma Lubomira i Łysiny z Patryją, górą należącą do Korony Beskidu Wyspowego. Opis tej trasy znajdziecie na moim drugim blogu, po kliknięciu w LINK :)



Sierpień stoi kwitnieniem charakterystycznej dla beskidzkich zarośli goryczki trojeściowej. Na stokach Lubomira także nie brakuje tych majestatycznych, mieniących się fioletami kęp.

Szybko docieramy pod rozejście szlaków czerwonego oraz żółtego, które jednocześnie znaczy start czarnego szlaku do Pcimia (o czym informuje duża, biało-czarna kropka wymalowana na drzewie). Prócz tradycyjnych drogowskazów PTTK zauważamy także charakterystyczną, żółto-zieloną strzałkę.

Nie ignorując jej znów odbijamy na moment z głównego szlaku i idąc przed siebie…

…osiągamy trzecią, ostatnią kulminację grzbietu. Mierząca 891 metrów nad poziomem morza Łysina, podobnie jak wspomniane powyżej Trzy Kopce, również znajduje się w wykazie wysp do odznaki „102 Wyspy” Beskidu Wyspowego.

Dwa zdjęcia z wyspową tabliczką i bez zbędnego marnowania czasu wracamy na Mały Szlak Beskidzki. Na krótkim odcinku za wierzchołkiem Łysiny biegnie on razem z czarnym szlakiem, ale na dosłownie pierwszym lepszym skrzyżowaniu obie trasy się rozdzielają. Co ciekawe, pod schronisko na Kudłaczach, czyli kolejny cel wędrówki, zaprowadzą nas obie trasy, więc na dobrą sprawę mamy dowolność wyboru.

Samo zejście w stronę Kudłaczy jest przysłowiową „bułką z masłem”, bez stromizn ani niewygodnych nawierzchni na ścieżkach. Uogólniając, cała opisywana pętla nie powinna sprawiać większych problemów, nawet tym najmniej doświadczonym piechurom.

Idąc w kierunku schroniska warto wypatrywać niewielkiej, ale rzucającej się w oczy tabliczki przybitej do drzewa. Kieruje ona w stronę zbiorowej mogiły żołnierzy Armii Krajowej z czasów II wojny światowej.

Mogiła znajduje się mniej więcej 200-300 metrów od głównego szlaku. Zgodnie z zapisem na tabliczce przybitej do krzyża, upamiętnia ona żołnierzy Armii Krajowej poległych w tych rejonach we wrześniu 1944 roku. Pasmo Lubomira i Łysiny było w tamtym czasie miejscem intensywnych starć z wojskami niemieckimi. Z tym fragmentem II wojny światowej wiąże się także spalenie obserwatorium, o którym pisałem powyżej.

Wracamy na czerwony szlak i już bez żadnych postojów, czy niespodziewanych zakrętów idziemy prosto przed siebie. Na fragmencie trasy pomiędzy schroniskiem a Lubomirem nie brakuje turystów, wszak tę opcję najchętniej wybierają zdobywcy Korony Gór Polski. Moment zbiegnięcia się ze sobą trzech szlaków oznacza tylko jedno…

…w końcu docieramy pod schronisko PTTK na Kudłaczach! Wędrowcy mogą tam liczyć na porządniejszą strawę, w tym kultową już zupę z czosnku niedźwiedziego, ale również i na miejsce noclegowe. Od razu muszę jednak zaznaczyć, że nie można tam płacić kartą!

Co ciekawe, pod schronisko można... podjechać samochodem! Wąskie asfaltówki z Pcimia pną się naprawdę wysoko, z czego wiele osób korzysta. Kilkaset metrów od budynku znajduje się wielki, ale płatny parking, który w okresie wakacyjnym, bądź w weekendy pęka w szwach.

Mimo różnych opinii turystów o tym miejscu, schronisko na górskim szlaku zawsze jest takim fajnym elementem urozmaicającym wędrówkę. W okolicach Beskidu Wyspowego tylko Luboń Wielki może pochwalić się podobną bazą, więc niestety szału nie ma. Absolutnie niewykorzystany potencjał!

Gotówki w portfelu brak, czasu w sumie też już brak, więc dość szybko opuszczamy teren schroniska i ruszamy dalej. Musimy się wrócić jakieś kilkaset metrów, by na rozstaju Małego Szlaku Beskidzkiego i szlaku zielonego wybrać ten drugi.

Odcinek między schroniskiem na Kudłaczach a Suchą Polaną, czyli kolejnym celem włóczęgi, omija główny grzbiet pasma od północy. Beskidzka sinusoida, jak to mawiam, pozwala się odprężyć i jeszcze bardziej się zachwycić pięknem letniego lasu.

Gdzieniegdzie las się przerzedza odsłaniając urocze widoki w kierunku sąsiadujących Kamienników. Potęga natury bywa niesamowita, te tysiące drzew migających w oddali daje do myślenia i do zrozumienia, że wobec Matki Natury jesteśmy malutkimi istotkami.

Po przejściu niecałych 2 kilometrów docieramy pod duże skrzyżowanie. Idziemy prosto, zgodnie z rekomendacją kończącego pomału swoją wartę słońca, by chwilę później...

…dojść na Suchą Polanę, niezalesiony teren na przełęczy pomiędzy Lubomirem a Kamiennikiem Południowym.

Niemal od razu po wejściu na polanę naszą uwagę przykuwa dość duży gwar, tak niecharakterystyczny dla szlaków Beskidu Wyspowego, czy Makowskiego. Szybko okazuje się, że nieopodal skrzyżowania żółtego oraz zielonego szlaku stoi grupa rozbitych namiotów wokół których kręcą się spragnieni kontaktu z przyrodą goście. Niespotykany, ale naprawdę miły widok!

Biwakowa atmosfera, podbita zapachem dymiącego ogniska oraz strzelającymi nad uchem iskrami, zachęca do nawet krótkiej, ale przerwy. Chylący się ku końcowi dzień nie pozwala na wiele, każdą minutę chłoniemy więc na 100%!

Będąc na Suchej Polanie warto podejść pod pomnik z 2001 roku, który upamiętnia żołnierzy Armii Krajowej walczących w tych rejonach pod koniec II wojny światowej. W 1944 roku w wyniku działań partyzantów na sporej części ziemi myślenickiej, zwłaszcza na wschód od Myślenic, utworzono tzw. Rzeczpospolitą Raciechowicką. Ten wyzwolony ze szponów wroga teren dawał nadzieję na prędkie wyswobodzenie się całej Ojczyzny i ponowne jej odrodzenie.

Postój na Suchej Polanie okazał się być strzałem w dziesiątkę, ale niestety… wszystko co dobre, szybko się kończy. Najwyższa pora wracać! Pętlę w Paśmie Lubomira i Łysiny domkniemy z pomocą czarnego szlaku, tego samego, którego odrzuciliśmy na samym początku wycieczki. 

Szutrowa dróżka, wijąca się esami-floresami między połaciami ciemniejącego z sekundy na sekundę lasu, niczym najlepszy przewodnik prowadzi nas ku końcu kolejnej beskidzkiej przygody.

W pewnym momencie jednak, tak około kilometr za Suchą Polaną, ów porządna, taka wręcz "wypachniona" droga ustępuje pierwszeństwa niepozornej ścieżce biegnącej w inny głąb zieleni. Taki to psikus, nie wolno zapominać o czujności i zwracaniu uwagi na oznakowania!

I tak sobie zmierzamy w stronę podleśnego parkingu na którym zostawiliśmy auto. W oddali miga jeszcze ogromna kopuła Lubomira, jeszcze chwilę temu tam byliśmy!

Po kilku minutach czarny szlak odbija w prawo, a pod nogami znów pojawia się porządnie utwardzony, szeroki trakt.

Czarny szlak, podobnie jak cała opisana trasa, jest bardzo dobrze oznaczony. Zgodnie z jego przebiegiem domykamy pętlę i kończymy wycieczkę. Ponad 10 kilometrów w nogach strzela endorfinami jak oszalały!


Wrześniowa pora zawsze budzi we mnie pierwsze nostalgie, żale i tęsknoty... Za czym? Za kończącą się lada moment wiosenno-letnią porą, za długimi dniami pełnymi słońca oraz tańcującymi wysoko słupkami termometrów, za krajobrazami malowanymi soczystą zielenią,  no i oczywiście za wędrówkami bezwstydnie tonącymi w tych wszystkich dobrodziejstwach Matki Natury. Na takie wyprawy, jak ta wokół Lubomira, mógłbym wyruszać codziennie...




Pozdrawiam serdecznie i do napisania! :)

Miznówka, Jasień, Kutrzyca, Polana Skalne i Polana Łąki żółtym szlakiem z Lubomierza

piątek, maja 29, 2026

Miznówka, Jasień, Kutrzyca, Polana Skalne i Polana Łąki żółtym szlakiem z Lubomierza

Cześć wszystkim!
Każdy miłośnik górskich wędrówek powie, że ma swoje ulubione szlaki na które z czystą przyjemnością wracałby bez końca. Jednych oczarują wyśmienite panoramy, drudzy pokochają uroki ścieżki z jej najbliższym otoczeniem włącznie, a jeszcze innych strzała trafi z niewytłumaczalnych powodów, ot tak po prostu. Po takim wstępie możecie się łatwo domyślić, że ten wpis poświęcę jednej z moich ukochanych tras. 




Przyjemny, ale momentami wyzwalający szybsze bicie serca szlak, wałęsanie się ponad tysięcznym metrem nad poziomem morza, pełnia potęgi beskidzkiego lasu, a na dokładkę dwie polany z kapitalnymi widokami... tak w największym skrócie mógłbym opisać wędrówkę na grzbiet pasma Jasienia w południowej części Beskidu Wyspowego. Pierwszy raz tamtejsze uroki odkrywałem niecałe dwa lata temu, w jeden z październikowych, ponadprzeciętnie słonecznych weekendów. Panoszące się wszędzie złoto i brązy na każdym kroku stworzyły wówczas bezbłędny spektakl, a ja, malutki pośród tych przestrzeni obserwator, chłonąłem go całym sobą przeżywając katharsis absolutne. To właśnie tam, a zwłaszcza w jednym konkretnym miejscu (pewnie później zgadniecie którym), przypieczętowałem swoją dożywotnią przyjaźń z tym pasmem górskim. Brzmi zbyt górnolotnie? Cóż, czasem i może jestem zbyt wylewny, zbyt emocjonalny, ale dla tej trasy mógłbym wyrzucić z siebie każdą przesadę tego świata. Przekonajcie się sami ;)


Pierwszą w pełni wiosenną wyprawę w sezonie 2026 rozpoczynam, razem z moją serdeczną przyjaciółką ze studiów, na przełęczy Przysłopek oddzielającą stoki Jasienia od niewielkiej kopuły Myszycy (widoczna w tle). Na łuku wąskiej, asfaltowej drogi znajduje się zatoczka mogąca zmieścić kilkanaście samochodów. Warto jednak zaznaczyć, że według tabliczki na pobliskim ogrodzeniu jest to teren prywatny, więc swoje cztery kółka zostawia się tam na własną odpowiedzialność.

Współrzędne postoju: 49.611949, 20.224617
(w mapach Google: Przełęcz Przysłopek)


Niezmotoryzowani i Ci, którzy chcą zachować święty spokój, wejście na pasmo Jasienia mogą zacząć w Lubomierzu-Rzeki, gdzie zatrzymują się prywatne busy relacji Kraków-Szczawnica. Stamtąd dotarcie do naszego miejsca startu zajmuje około godzinę w jedną stronę.

Na wspomnianym parkingu kierujemy wzrok w kierunku północno-wschodnim i dostrzegamy takie niepozorne rozwidlenie. Na nim wybieramy lewą odnogę.

Na 1063. metr nad poziomem morza, czyli wierzchołek Jasienia, wyprowadzi nas szlak koloru żółtego.

Po krótkiej chwili spędzonej w niskim zagajniku wychodzimy na pierwszą z kilku polanek na całej trasie.

Za naszymi plecami wyrastają pierwsze urokliwe panoramy w kierunku sąsiednich Gorców: od lewej Wielki Wierch, Kiczora Kamienicka.

Szczególnie dobrze uwydatnione są zalesione stoki pobliskiej Myszycy oraz migająca w oddali wieża widokowa na Gorcu.

Zaraz za prostokątnym budynkiem na szczycie polanki odbijamy w lewo i kontynuujemy przemarsz żółtym szlakiem. Z początku dość szybko nabieramy wysokości, ale im dalej w las tym łagodniej. Idealna rozgrzewka zatem istnieje!

Po kilku minutach nieco bardziej intensywnego podejścia przez las osiągamy polanę Okólczyska. Świerszcze, wraz z ziębami i innymi zwinnymi ptaszkami, witają nas głośnym, ale jakże miłym dla ucha koncertem. Kolory nieba oraz budzącej się do życia zieleni także działają na zmysły. Można się rozpłynąć...

Przy północnej granicy polany szlak skręca w lewo...

...a dosłownie 100 metrów w dalej odbija ostro w prawo.

Po przejściu tego niespodziewanego szlakowego zygzaka rozpoczynamy nieco żmudne podejście w kierunku tysięcznego metra nad poziomem morza. Woda spływająca z góry nie oszczędziła tego fragmentu ścieżki żłobiąc w niej liczne, długie rynienki. Po dłuższej deszczowej porze pokonanie jej może być wymagającym zadaniem.

Po dłuższej chwili osiągamy pierwszą z kulminacji pasma Jasienia, Miznówkę. Wierzchołek znajduje się w wykazie wysp dla odznaki "102 Wyspy Beskidu Wyspowego", więc wszyscy zainteresowani robią tam krótką przerwę na zeskanowanie kodu QR oraz zdjęcie z widoczną tabliczką ;)

Żółte oznaczenia prowadzą nas łagodnie, ale i konsekwentnie w kierunku najwyższego punktu pasma, czyli wierzchołka Jasienia. Liczne borówczyska nad leśną ściółką upiększają wędrówkę do granic możliwości!

Mniej więcej kilometr po wdrapaniu się na Miznówkę oczom ukazuje się spore skrzyżowanie ścieżek. Skręcamy na nim w prawo, zgodnie z oznaczeniami żółtego szlaku...

...i po dosłownie minucie zdobywamy Jasień. Trzecia najwyższa góra Beskidu Wyspowego, licząca sobie 1063 m n.p.m., wita nas dwiema ławkami, charakterystyczną tabliczką szczytową (Jasień należy do Korony Beskidu Wyspowego!) oraz odpowiednio zadaszoną mapą całego pasma. Co ciekawe, nazwa wyspy nawiązuje do jesionów, drzew chętnie porastających tamtejsze stoki. 

Mimo tego uroczego przywitania nie zatrzymujemy się tam na długo, w końcu najlepsze dopiero przed nami!

Po osiągnięciu Jasienia kontynuujemy przejście żółtym szlakiem w kierunku północno-wschodnim. Las zaczyna ustępować miejsca boskiej przestrzeni polany Skalne. W pierwszej chwili na piedestał wskakuje jeszcze dosyć naga kopuła Mogielicy z charakterystyczną wieżą widokową.

Polana Skalne pokazuje nam, że mimo majowej pory, mimo pierwszych fal prawdziwego ciepła, Matka Natura jeszcze nie przebudziła się w pełni. Niemal od razu w oczy rzuca się widok zaśnieżonych Tatr oraz jeden z ostatnich zachowanych beskidzkich szałasów, którym gospodarzą ludzie z pobliskiej Szczawy. Warto podkreślić, że pasterstwo na ów polanie trwało w najlepsze do mniej więcej lat 80. ubiegłego stulecia!

Idąc w kierunku wierzchołka Kutrzycy, nieco niższej sąsiadki Jasienia, podziwiamy widok z polany Skalne. Po lewej widać potężną kopułę Modyni, zaś w środku i po prawej wspominane już we wpisie Wielki Wierch, Kiczora Kamienicka oraz Gorc. Horyzont malują odległe garby Beskidu Sądeckiego z Radziejową na czele, a także, rzecz jasna, Tatry.

Najwyższy punkt polany Skalne zwie się Kutrzycą. W jednych źródłach stanowi ona oddzielną górę, w innych zaś pełni rolę północnego podwierzchołka wyższego Jasienia. Kutrzycę i Jasień dzieli niecałe pół kilometra drogi, mimo to obie wyspy znajdują się w spisie Korony Beskidu Wyspowego. Zatem kilka minut... i jedna dwudziesta odznaki zdobyta!

Kutrzycę, poza tabliczką, wieńczy także kapliczka poświęcona Matce Bożej Królowej Polski z 2012 roku. Kilkunastoletnia budowla już zdążyła stać się jednym z nieodłącznych symboli najbliższej okolicy.

Po osiągnięciu Kutrzycy żółty szlak wiedzie dalej w kierunku Krzystonowa oraz Mogielicy. My natomiast wracamy się pod wspomniane wcześniej skrzyżowanie ścieżek nieopodal wierzchołka Jasienia. Tam skręcamy w prawo wkraczając na start zielonego szlaku. 

Zielony szlak, łączący Jasień z Mszaną Dolną, zaprowadzi nas do ostatniego, ale moim zdaniem najcenniejszego i najwspanialszego celu całej wędrówki.

Pewnym i spokojnym tempem schodzimy w kierunku tysięcznego metra nad poziomem morza. Na jedynym rozwidleniu na tym odcinku możemy wybrać dowolną odnogę, bo i tak dotrzemy do celu, ale jeśli mogę poradzić to prawa ścieżka jest wygodniejsza ;)

Przemarsz zielonym szlakiem kończymy na chyba najpiękniejszej polanie w całym Beskidzie Wyspowym, a mianowicie na polanie Łąki. Równo tysiąc metrów nad poziomem morza wszystkie zmysły osiągają apogeum szaleństwa i życiowego spełnienia. Dlaczego?

Z polany Łąki otwiera się bajeczna panorama w kierunku zachodniej części Beskidu Wyspowego (Luboń Wielki, Szczebel, Ogorzała z Ostrą, Kiczora, Lubogoszcz, Ćwilin), Beskidu Makowskiego oraz Żywieckiego z Babią Górą na czele. Zachwycam się tak samo, a nawet jeszcze bardziej, niż te niecałe dwa lata temu. Przez dobre pół godziny krążę z jednego końca polany na drugi robiąc setki zdjęć oraz filmów. Dzięki takim widokom pokochałem Beskidy na zabój!

Jedyny minus polany mieści się na niewielkim poletku przy lesie, na którym właściciele ów gruntu postanowili wybudować... domek letniskowy. Chatka musiała stanąć niedawno, bowiem przy mojej pierwszej wizycie nie stały nawet żadne fundamenty, zaburzając nieco ten perfekcyjny obraz. Ale... czy dziwić im się, gdy taki widok mają dosłownie na wyciągnięcie ręki? Na to pytanie niech każdy sobie już sam odpowie.

Z północnych okienek polany dostrzegamy także charakterystycznego wielorybka, czyli Kostrzę, a także mocno zalesione stoki Łopienia.

Na polanie Łąki robimy zdecydowanie najdłuższą przerwę. Ten widok nie pozwala odejść od razu, zatrzymuje, hipnotyzuje i zniewala niczym najwybitniejszy cudotwórca. Specjalnie na tę okazję, na ten konkretny moment, dzień wcześniej upiekłem focaccię z czerwonym pesto, którą przed wyjazdem z domu wypełniłem po brzegi włoską wędliną, kremem z burraty i czosnku niedźwiedziego oraz pomidorami i, jak za starych dobrych czasów, zawinąłem w sreberko. Tam rację bytu ma tylko sławetne carpe diem, nic więcej...

Chętni mogą skorzystać z miejsca na ognisko, które wyznaczono zaraz obok wyspowej tabliczki (pieczone kiełbaski w takim miejscu też mogą zdziałać cuda!).

Postój na polanie umilają nam dodatkowo kałużowe popisy ropuchy zielonej, której nie widziałem z co najmniej 10 lat!

Polana Łąki również należy do odznaki "102 Wysp Beskidu Wyspowego", więc warto pamiętać przy okazji o kodzie QR i pamiątkowemu zdjęciu. Po dłuższym odpoczynku wracamy zielonym szlakiem na skrzyżowanie na Jasieniu i skręcamy w prawo, na żółty szlak schodzący z powrotem do przełęczy Przysłopek, czyli naszego miejsca startu.



Teraz, gdy już nie zdobywam Korony Beskidu Wyspowego i bez żadnych zbędnych ciśnień mogę wybierać kolejne cele beskidzkich wędrówek, na pasmo Jasienie będę powracać tak często, jak tylko się da! Te obrazy, nawet na szklanym ekranie, budzą we mnie szeroki uśmiech i gęsią skórkę!




Pozdrawiam serdecznie i do napisania! :)

Copyright © WYSPY BESKIDZKIEGO PRZYLĄDKA , Blogger