piątek, października 17, 2025

Wieża widokowa na Polczakówce (Królewska Góra) i Grzebień z Rabki-Zdrój



Cześć! 
Pierwsze jesienne, słotne dni natychmiastowo wywołują w mojej głowie tęsknoty za błękitem nieba, dwudziestkami i trzydziestkami na termometrach, soczystą zielenią drzew i każdym innym darem letniej natury. W takich okolicznościach najlepiej smakowały, jak nietrudno się domyślić po tytule bloga, beskidzkie wędrówki. Po zdobyciu Korony Beskidu Wyspowego w sierpniu i ostatecznym przypieczętowaniu mojej przyjaźni z tym pasmem górskim w głowie zaświtała myśl, by czym prędzej przerzucić atencję na drugą z wyspowych odznak, na "102 wyspy". I tak też się stało...




Trzecia sobota września, która w kalendarzu znaczy samą końcówkę lata, od świtu kusiła przepiękną pogodą oraz świetną przejrzystością powietrza. W takim momencie roku grzechem byłoby nie wykorzystać takich warunków, więc czym prędzej spakowałem do plecaka najistotniejsze rzeczy i ruszyłem do Krakowa, by stamtąd złapać autobus do Rabki-Zdrój. Cel? Polczakówka, zwana też Królewską Górą, oraz Grzebień. Te dwie niewysokie góry leżące na granicy Beskidu Wyspowego oraz Gorców, są idealnym celem dla niedługiej, niezbyt męczącej, ale całkiem satysfakcjonującej włóczęgi. Zaraz sami przekonacie się dlaczego! 


Wędrówkę w kierunku Polczakówki oraz Grzebienia rozpoczynam na dworcu autobusowym w Rabce-Zdrój, na którym busów z Krakowa nie brakuje nawet weekendową porą. Początkowo kieruję się ulicą Jana Pawła II w kierunku wschodnim.

Przy zejściu ulic Jana Pawła II, Poniatowskiego oraz Słonecznej odnajduję tabliczkę (widoczną na powyższym zdjęciu) z oznaczeniami niebieskiego szlaku wiodącego w kierunku Przełęczy pod Grzebieniem, a potem Rabki-Zaryte i Lubonia Wielkiego.

Skręcam zatem w ulicę Słoneczną i konsekwentnie podążam za niebieskimi oznaczeniami.

Po około 700 metrach przejścia pomiędzy zabudowaniami na ulicy Słonecznej szlak niebieski odbija w prawo. Warto wypatrywać tego oznaczenia, bowiem łatwo o jego przeoczenie.

Wraz z końcem ulicy Słonecznej asfalt ustępuje miejsca szerokiej, szutrowej drodze, a domy i zagrodzone zewsząd podwórka Rabki-Zdrój nikną na rzecz jeszcze prawdziwie letniej przyrody.

Na widocznym powyżej skrzyżowaniu skręcam w lewo. W tle widzę zalesiony fragment zbocza Grzebienia na którego wierzchołek wdrapię się w drodze powrotnej.

Oglądając się za siebie dostrzegam pierwsze piękniejsze krajobrazy z królową Beskidów, czyli oczywiście Babią Górą, na czele.

Po niedługiej chwili docieram na przełęcz pod Grzebieniem. Nieopodal drewnianej bacówki droga wyraźnie zakręca na prawo w kierunku stoków Grzebienia. Chcąc jednak podejść w pierwszej kolejności na Polczakówkę, w tym właśnie miejscu idę cały czas prosto i wkraczam na słabo widoczną trawiastą ścieżynkę.

Pierwszy z celów wędrówki, Polczakówka, jest już niemal na wyciągnięcie ręki. Sielskie obrazki umilają czas i tworzą kolejne wspomnienia na długie lata...

Szlak z Rabki w kierunku Polczakówki, poza jednym wyjątkiem o którym pisałem wcześniej, jest naprawdę bardzo dobrze oznaczony. Przy kolejnym drogowskazie skręcam w lewo...

...w kolejną trawiastą ścieżkę, której bez odpowiednich oznaczeń szlaku ciężko byłoby zaufać ;)

Wąska dróżka wijąca się pomiędzy gigantycznymi gąszczami chwastów a stertami połamanych gałęzi na pierwszy rzut oka również nie wzbudza mojego zaufania. Nadrzewne, biało-niebieskie malowidła jednak jasno wskazują, że idę właściwym torem. 

Kilka minut później docieram na kolejną sporawą polankę, która doprowadzi mnie na wierzchołek Polczakówki.

Polczakówka, zwana także Królewską Górą, osiąga 588. metr nad poziomem morza i stanowi najbardziej wysunięty na północny zachód gorczański wierzchołek. Mimo dość pewnej przynależności do pasma Gorców, ten górujący nad Rabką-Zdrój szczyt wchodzi w skład wyspowej odznaki "102 wysp". Przyroda nie lubi stawiać sztywnych granic, a ich zacieranie nigdy nie zaszkodzi :)

Polczakówka jest częstym celem pieszych wędrówek ze względu na wieżę widokową stojącą przy jej wierzchołku. Ta ponad 25-metrowa drewniana konstrukcja od 2011 roku pozwala na ciekawe obserwacje pobliskich gór, wysp i pagórków.

Kolejny rzut oka w kierunku Babiej Góry...

Zza północnego horyzontu wyłania się gargantuiczna, ciemnozielona kopuła Lubonia Wielkiego, najwybitniejszej góry w Beskidzie Wyspowym.

Z wieży na Polczakówce widać także pobliski Grzebień, drugi cel mojej wrześniowej wyprawy.

Mimo tych całkiem przyjemnych widoków, wizyta na wieży widokowej na Polczakówce nieco mnie rozczarowuje. Sama konstrukcja nie jest najstabilniejsza, co zdecydowanie nie sprzyja osobom z lękiem wysokości. Z trafnością jej lokalizacji też mógłbym się kłócić, bowiem sąsiednie, wyższe góry niemal całkowicie zasłaniają krajobrazy w kierunku północnym i południowym. Po wejściu na Grzebień zrozumiecie o czym mówię! 
Po kilkuminutowej przerwie na Królewskiej Górze wracam tą samą drogą na przełęcz pod Grzebieniem. Przy wspomnianej już w tym wpisie bacówce skręcam w lewo, a tym samym schodzę z niebieskiego szlaku na nieoznakowaną ścieżkę.

Wejście na Grzebień nie jest już takie proste, łatwe i przyjemne jak w przypadku Polczakówki, chociaż i tak nie stanowi jakiejś wielkiej mordęgi. Trzeba po prostu wydusić z siebie kilka głębszych oddechów i wycisnąć więcej kropli potu.

Samo podejście to kwestia około 10-15 minut. Ścieżka wyprowadzająca na Grzebień raz wije się przez las porastający stoki góry, a raz biegnie skrajem polanek z coraz ładniejszymi widokami na horyzoncie.

I takim sposobem docieram na drugi z rabczańskich wierzchołków. Wyższy o prawie 100 metrów Grzebień zaraz mnie zaskoczy...

...fantastycznym obrazem spod pędzla samej Matki Natury. Gorczańskie esy-floresy i tatrzańskie, pełne powagi szpice wspaniale toną w ostatnich podrygach letniej aury. Nie spodziewałem się, że to właśnie na Grzebieniu, a nie na wieży widokowej na Polczakówce, moje oczy dostaną najwspanialsze tego dnia bodźce. Życie to jednak lubi zaskakiwać!

Wschodnimi, bezleśnymi stokami Grzebienia w kierunku Rabki-Zdrój prowadzi fragment czarnego szlaku im. Elfrydy Trybowskiej i Juliana Tolińskiego ze Mszany Dolnej, którym można wrócić zakreślając solidną pętelkę. Mi jednak tamtego popołudnia zależało na jak najszybszym powrocie pod dworzec autobusowy, więc zdecydowałem się na powrót tą samą drogą- najpierw na przełęcz pod Grzebieniem, a potem zejście niebieskim szlakiem do miasteczka.



Za takimi wędrówkami i obrazami będę jesienią i zimą tęsknić najbardziej. Oby wiosenno-letnia pora powróciła w nasze strony jak najszybciej się da!



Pozdrawiam i do napisania :)

2 komentarze:

  1. So true! Grzebień definitely demands a bit more effort, but that’s what makes reaching the top feel so rewarding. The views and the sense of accomplishment totally make those extra drops of sweat worth it! 🏔️💪

    OdpowiedzUsuń
  2. I totally get that! 😅 Grzebień can be a bit of a challenge, but that’s part of the fun, right? The little struggle makes the view at the top feel even more amazing. Totally worth every step! 🏞️💪

    OdpowiedzUsuń

Copyright © WYSPY BESKIDZKIEGO PRZYLĄDKA , Blogger